Szpacza symfonia
W zabieganiu, w oczekiwaniu na deszcz, a nawet na kilka kropli, bo u nas znów poszło bokiem mimo, że niby padało, wracałem. Od kilku tygodni nad moim domem, około 20 30 przelatuje kilka tysięcy szpaków. Lecą w trzcinowisko, gdzie łamią trzcinę i spędzają noc. Stare i młode. Z wielkim szumem lecą nad wsią i kilka kilometrów dalej zapadają na noc. Tym razem wracałem z głową pełną myśli, pomysłów, koncepcji i nowych scenariuszy. W radiowej Dwójce leciał Vivaldi ze swoimi Czterema Porami Roku Op. 8. Skrzypce grały znane powszechnie nuty. Lubię, choć wolę tego Vivaldiego mało znanego, mało granego gdziekolwiek, ale na szczęście są albumy z tym co mało znane. No ale radio grało kolejną porę roku a na horyzoncie, na pięciolinii przewodów energetycznych pojawił się swoisty zapis nutowy. Nie były to nuty zapisane na stałe, ale kolejne części Vivaldiego dolatywały, wznosiły podnosząc nieco tempo, opadały i zamierały, gdy kończyło się Largo. Szpaki były w Adagio molto, były też w Allegro. One grały sobą każdy fragment. Od wrzasku po ciszę. Włączyłem sobie kolejne części, by patrzeć na szpacze nuty i ich symfonię, choć sam Vivaldi zrobił koncerty smyczkowe, to szpaki rozbudowały tę formę i oprócz nut na przewodach, zrobiły swoisty magazyn nut na wierzbach, które gięły się pod ciężarem szpaczej muzyki.

Szpaki były jak grona nut, które ktoś pozamiatał z pięciolinii i wrzucał na kiedyś. Wiedziałem, że ta muzyka nie będzie trwać wiecznie, że one tam teraz siedzą na wierzbach i opowiadają sobie o tym co robiły przez cały dzień, co jadły, gdzie były, kogo już nie ma a kto doleciał. Szpacza symfonia trwała w najlepsze. I nagle trach, i nagle ej, i nagle wszystkie nuty spadły z pięciolinii, linii które wyprostowały się nieco i napięły w stosunku do klucza wiolinowego, którym był słup średniego napięcia. Wszystkie poderwały się, stworzyły ławicę, grającą allegro molto, oj molto molto i poleciały w kierunku mojego domu zamykając wieczorną porę koncertów. Został po nich tylko szum, tylko szelest ich skrzydeł. Od rana znów się rozlecą po okolicy, by dać wieczorem koncert z zapisem na drutach tych od prądu. Dobranoc.