blog.

Muchy w nosie

W świecie, w którym wszyscy wokół chcą być prawdziwkami, gdzie fotografie prawdziwków krzyczą z przydrożnych płotów, słupów, bannerów, bilbordów i mediów, bycie muchomorem wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Nie dość, że wszyscy myślą, że jesteś trujący to do tego możesz pozwolić sobie na ekstrawagancję. Co ciekawe prawdziwki zjadane są w zastraszającym tempie, toczą je wszelkiej maści czerwie, duszą je w śmietanie, suszą, marynują i gotują. Nasz Amanita muscaria niczym Banita odrzucony przez wszystkich robi swoje. Da się zjeść głuchemu ślimakowi, który nie słyszy jego inności. Przyciągnie do siebie muchy, których nikt nie lubi. Pośmierdzi na starość i generalnie w większości przypadków wiedzie szczęśliwe życie.  O ile te jadalne kończą swój żywot dość szybko, muchomory dożywają ostateczności i rozlewają się w wyblakły pomarańcz starego pergaminu. Stają się pomarszczone, pozwalają sobie na bycie sobą do końca. Nie potrzebują fotoszopa i botoxu. Przez to wszystko są magiczne i swoją moc oddają wszelkim szeptuchom, szamanom i każdej maści czarodziejom i czarodziejkom. Magia najczęściej bierze się z niewiedzy jednych i z wielkiej wiedzy tych drugich. Warto o tym pamiętać na grzybobraniu.  A muchy? Muchy po zażyciu muchomora przez trzy dni wyglądają na martwe, jeśli w tym czasie nie wyschną, to polecą w świat. Ciekawe co im się wtedy śniło?

 

Dos słuchania przy czytaniu o muchomorze polecam, zdaje się belgijski zespół o zaskakującej nazwie „Amatorski”, klimat iście muchomorny!

Udostępnij:
Skip to content