blog.

Senny dzień

Szybki, gorący, trochę zwalniający po południu. Dzień. Po nocnym zdobywaniu pokarmu, czas na odpoczynek, na bezruch. Ich noc, nasz dzień, światy dwa. Aktywna gdy my śpimy, gdy my nie śpimy ona nie aktywna. Jej cichy głos biegnie pośród drzew, przeszywając głośną audiosferę miasta i dociera do drugiego ptaka w sowim gnieździe. Sroczym kiedyś. Jakby to ciche „huu” miało siłę miecza i cięło skowyt motocykla, ruszanie auta, okrzyki dzieci, stuki odległej fabryki i spadające na ziemię okruchy sypane gołębiom przez siwego już życiem staruszka. Ten uszatkowy głos wpasował się w małe kamieniczki, front kościoła i biegł przez drobne gałązki daglezji. Jakby żył swoim innym życiem. Głos. Potem zmrużone szeroko oczy, jakieś głosy rozmów kobiety i mężczyzny, szumiące już nadchodzącym latem, umawiane, zawieszone zdania, bez konkretów, z zawieszonymi w powietrzu znakami zapytania. Głosy. Biegły jak głosy sów, przedzierały się szeptem przez pędzące beemiksy. Uszatka zaczęła poprawiać pióra, czyścić je, jak dzieci w szkole walczące z wszawicą. Wygładziła pióra, uczesała szlarę wycierając ją o skrzydła i rozdziawiała swoją paszczę. Szeroko. Wypluwka jednak nie wyskoczyła. Ziewanie u ptaków nie trwa tak długo ze względu na większą różnicę między temperaturą ciała a temperaturą otoczenia. Ziewnąłem na widok nie wiem czy ziewającego ptaka. Zachodnie niebo przysłaniał już pył z Sahary, malując niebo szarością żółci i przekształcając słońce w apokaliptycznego Saturna, który pędził by zderzyć się z małym ryneczkiem małego miasta. Odchodzące kroki, delikatne szuranie, jakieś grzywacze przeglądały stan trawnika, staruszek zaprzyjaźnił się z dwójką gołębi miejskich z małego miasta. Taki senny dzień, w którym się nic w zasadzie nie wydarzyło poza dwoma dialogami w szumie rzeczywistości. Niezauważalnymi w kakofonii codzienności miasta, która żyło emocjami po wczorajszych wyborach. Nikogo nie obchodziły odchodzące po chodniku marzenia. Na chwilę ryneczek napełnił się krzykiem pustułek, po czym wszystko wróciło do ziewającego przedwieczoru. Tylko ciepło i saharyjski pył zdradzały kosmos wymyślonego na dzisiejszy dzień scenariusza.

Można czytać i można posłuchać do czytania, bo muzyka ta płynie jak saharyjski pył. Pył Był: https://open.spotify.com/track/4zkVFDUVmZpib8E1z4c4Sa?si=fe17241f1aad4484

 

 

Udostępnij:
Skip to content