blog.

Ojciec czwórki

Nie ma już dla niego miejsca w gnieździe. Wiecznie puste żołądki domagają się wszystkiego co chowa za pazuchą. Głodne i głodne. Dżdżownice leją się z nieba, ale nie ma takiego worka, który dałby się dopełnić. Ojciec ucieka na pobliską lampę. Teraz gdy to piszę spoglądamy sobie w oczy, choć on na tej świetlanej gwieździe sodowej wtapia się w czerń opadów. Mży. On siedzi na lampie ulicznej, poprawia pióra i odpoczywa od tłumu. Wybiera samotność tuż obok ciżmy. Piszę, że siedzi na lampie, choć znaczeniowo to nie prawda. On oczywiście stoi w swoich czerwonych szpilkach, po tym jak napełniał deficyty ich pustej rzeczywistości, zamienianej na szybki wzrost. Jutro zapewne zaglądniemy do gniazda z przyjaciółmi, co to w młodości zakładają obrączki, a potem muszą te pisklaki z tym żyć i zdradzać swoje szczegóły z życia. Ciekaw jestem czy ciągle są cztery. Odgłosy karmienia świadczą o tym, że łapczywość i głód królują na nowej platformie. Przypominam, że pod gniazdem na moim podwórku jest specjalna platforma typu Konieczny-Łukasik i toczy się w nim szpacze, wróblowe i mazurkowe życie, a dziś nawet oblatywał ten wytwór ornitologicznej wyobraźni jeden rozkrzyczany jerzyk. Mój zaokienny wytrzepał właśnie mokre pióra i zdaje się zatapiać w jakimś połowicznym śnie. Głowa trochę czuwa, trochę śpi. Ciekawe o czym śni bocian…

Udostępnij:
Skip to content