blog.

Przyćmiły zaćmienie

Doleciała samica. Tuż po zaćmieniu słońca i zaczęło się. Bez kina, bez kolacji. Dwadzieścia minut czyszczenia piór i łapania oddechu. Numerowany nie zastanawiał się długo, zaczepiał dziobem, obchodził, przyglądał się.

Ona po „poafrykańskiej” toalecie otrzepała pióra i nie było już na co czekać. Widać to ta i to on. Para poprawia gniazdo, donosi gałęzie i od rana słychać klekot. Trzymam kciuki za budowane w jajowodach jaja i mam nadzieję, że w tym sezonie znów się uda.

Zaglądałem przed chwilą do boćków i taka sytuacja: z północnego zachodu na południowy wschód leci duży, czerwony helikopter. Na kursie dokładnie jest bocianie gniazdo. Leci nisko. Boćki patrzą na wielkiego ptaka z dużym zawrotem głowy a ten? A helikopter dostrzega boćki i omija wieś łukiem i wraca na kurs do Wrocławia. Chcę wierzyć, że to właśnie przez boćki. W końcu te co na niebie czasem rozumieją się bez słów. Dobrej niedzieli! Latajcie bezpiecznie – nisko i powoli!

 

 

 

Udostępnij:
Przejdź do treści