blog.

Przydałby się kaszkiet

Zimno. Pióra z głowy wyszły, a może ktoś mu wydziobał, a na dworze ziąb straszny. Trzeba mu jednak oddać, że elegancki jak Telly Savalas. Kojak, bo tak mi się ten bażant sam nazwał, pilnował swego skraju lasu i cieszył się chwilowym słońcem. Reagował na odległe głosy innych samców, lecz sam był cicho. Trwał w bezruchu niczym wymiennik ciepła przy kotle CO. Wyraźnie potrzebował ogrzania i nie zwracał za bardzo uwagi na otoczenie. Wytrzymaliśmy tak sporo czasu. Ja zmarzłem w nogi, on zagrzał głowę i z gracją odszedł między turzyce, gdy tylko słońce schowało się za biegnącymi dziś chmurami. Kwietniowe chłody jakoś nie nastrajają do pracy na dworze. Minie i to. Miną chłody, miną kwietnie i maje. Mija cały ten świat. Kojak też przeminął.

Udostępnij:
Przejdź do treści