Zagubione w
Nie szukam zrzutów, czasem je jednak znajduję. Bywam tam gdzie bywają zwierzaki, więc zdarza się. W tym roku jednak mijałem tłumy poszukiwaczy. Rozumiem, że zarabiają pieniądze, że chcą by Chińczycy byli zdrowsi tu i tam. Znam kilku ludzi, których jelenie pasjonują i tworzą kolekcje poroży, mają wiedzę i są etyczni w swoich pasjach. Wszystko to dozwolone i zgodne z prawem. W tym roku jednak kilku miłośników chińskich afrodyzjaków, zostawiła po sobie sporo butelek w środku lasu. Zastanawiam się ile waży 1,5 litrowa butelka z wodą niesiona do lasu i dlaczego opakowanie po wypiciu wody w lesie waży tak dużo, że trzeba pozostawić to daleko od cywilizacji. Równie ciężkie są puszki po piwie a nawet kartoniki. Opakowania po papierosach to sam ołów. Spotkałem się w tym roku znów z pędzeniem stad jeleni z nadzieją, że zgubi on coś bez czego wschodnia medycyna żyć nie może. Kolejny raz pozbierałem puszki, butelki i myślę sobie, że gdy ktoś mówi, że kocha las i go zaśmieca jest zwykłym bałwanem. Sens edukowania może i jest, ale na głupotę widać rady nie ma. Szkoda mi tych jeleni. Ganiane są wiosną za zrzutami, potem rykowisko i znów tłumy, a potem czas polowań i tak wkoło. Jest nadzieja, że od kwietnia do sierpnia trochę znikną w swoim świecie. Od ganiania jeleni są wilki. Od ganiania bałwanów nie ma nikogo. Zagubieni w głupocie, zagubione poroża w błocie.