Nie ma takiej dziupli, której by nie można
Kilka buków, od lat rzeźbionych przez dzięcioły czarne stało się małą przyrodniczą wysepką. Na jajach siedzą już siniaki, dzięcioł czarny w kolejnym a tu… kowalik. Jeden powiększa otwory inny potrafi je zmniejszyć. Nie ma takiej dziupli, której by kowalik nie zamurował. Trochę gliny, odchodów, błota z kałuży i tym cienkim jak igła dziobem nasz bargiel lepi dziuplę. Trochę jak egzotyczne dzioborożce. Kolejka do tych dziupli spora. Oprócz siniaków, szpaków czy włochatek z domu dzięciołów czarnych korzystają także gągoły. Wszystkie potrzebują pękatych dziupli. Kowalik lubuje się w wewnętrznej przestrzeni, którą wyścieła płatkami kory sosnowej. Jaja są jakby zawieszone na stosie bierek. Gdy kuna włoży łapę, jaja zapadają się jak w bajce. Potem dorosły kowalik swoim sprytnym dziobem jest w stanie dogrzebać się do granic dziupli i wrócić do inkubacji. Moje kowaliki karmią już. Uwijają się z dziobem pełnych bezkręgowych nieboraków, które wbudowują skrzętnie w swoje potomstwo. Wiosna trwa.