Sanatorium pod klepsydrą według braci Quay i pociągi trzy
Jeżeli czytasz Bruno Schulza, to zrozumiesz o czym jest ten film. Jeżeli wytrzymasz godzinę i piętnaście minut w absolutnym skupieniu zrozumiesz braci Quay. Jeżeli masz własne emocje związane z Schulzem, film będzie niezwykłym przeżyciem. Jeśli nie wiesz dokąd jedzie pociąg, dlaczego Adela i ptasie jaja, nie idź na ten film.
Gdy stworzyłem „Ptaki z duszą”, nie wiedziałem, że zagrają mi tak bardzo znów, z tym co zobaczyłem na filmie. Galicja wyobrażeń i majaczeń. Każdy ptak zaczyna mieć sens, mimo, że jest pozbawiony sensu.
Dziś rano wsiadłem do pociągu z Gdyni. Długi, pełen nowoczesnych wagonów. Wszystko poukładane. Czyste. Wydawać by się mogło, że nie będzie nawiązania do filmu braci Quay. A jednak. Zanim pociąg dojechał do Tczewa, w kilku wagonach zacięły się drzwi. Już w Tczewie, ktoś został w jadącym pociągu. Nie wysiadł. Jechał ratować umierająca matkę. Być może ona też wsiadła już do pociągu. Pociąg do Bydgoszczy stracił ze dwadzieścia minut i miał postoje techniczne. Kierownik pociągu, skądinąd miły facet, wychodził z siebie. Zadłużenie czasowe rosło a on zbierał cięgi od tych, którym nie udało się wysiąść i od tych, którzy wiedzieli już, że nie zdążą na przesiadki. Tylko pan jadący do Berlina cieszył się z bycia w pociągu. Nie jechał pociągiem od lat. Wszystkiego dotykał i oglądał. Na jeziorze zobaczył ptaka – rzekł – „Gęś z czarną szyją”. Rodzina z uznaniem pokiwała głową. Znawca. Niczym ojciec Jakub, ojciec narratora tej jakże skomplikowanej prozy. Widać autorytet. Za oknem kilka nurogęsi pływało w kolejnych jeziorkach… pociąg psuł się, było zimno i czułem się jak pasażer z filmu braci Quay. Można się wkręcić na dobre. W Poznaniu dosiadła pani, która z uśmiechem oznajmiła, że ucieka na Teneryfę od świąt, że skoro wszyscy się kłócą przed to ona woli poleżeć. Każda opowieść wokół kilku siedzeń w wagonie jak z baśni. Każdy mógłby być bohaterem „Sklepów Cynamonowych”. Przemykającym subiektem czarną ulicą nadchodzącego deszczu. Uśmiechałem się pod nosem i czułem, że muszę opuścić już tę atmosferę zbliżania się. Czułem się jak Castorp z „Czarodziejskiej Góry” Manna, który dojeżdża do kurortu, z którego nie ma powrotu. Schulz znalazł sposób na zatrzymanie stanu między śmiercią na ziemi a śmiercią ostateczną gdzieś tam. Znalazł sposób na opóźnienie czasu spóźniającego się i tak zegara. Sanatoriom „Karpaty” i uzdrowisko Manna zagrały w tym filmie tak równolegle, że ciarki mnie przeszły, gdy na końcu, pociąg Schulza odjechał w nieznane. Niepewność naszego losu po. Rozważania o śmierci i poszukiwania sposobu na zagięcie czasoprzestrzeni. Poszukiwanie skrótu by wyprzedzić los. Einsteinowska teoria. Mój pociąg dojechał do mojej stacji, ale tym razem pojechał dalej wioząc losy tych co na Teneryfę i do uzdrowisk w Kotlinie Jeleniogórskiej. Czy wszyscy wrócą?
Moja podróż trwała długo…
Poszedłem na chwilę do lasu, tuż przy drodze nieszukane poroże jelenia, który idzie teraz jakąś leśną ścieżką. I przydrożne śniedki zwisłe, których kwiaty przypominają mi klepsydry…sklejenie dwóch od strony kielicha i klepsydra gotowa. Świat rozmazanych marzeń. Cały dzień, mimo normalnych zajęć i zwykłej pracy upłynął mi w pociągu, nawet gdy wysiadłem. Do tego apteka ludzi po raphacholin, oni wiedzą, że będą po świętach chorzy, niektórzy wsiądą do pociągu i odjadą z braćmi Quay w światy nieznane, absurdalnie straszne, majaczenia i czyśćce będące nadzieją na zachowanie istnienia, które nieuchronnie odejdzie. Zostałem w pociągu do książek.
Wyszedłem z kina, ale ciągle siedzę w pociągu.
Film do zobaczenia w niewielu kinach. Tu tylko mała zachęta, dla tych co czytają Schulza. Zwiastun https://www.youtube.com/watch?v=KmS7Fkd0–Y
Z wagonu do wagonu, z wagonu do wagonu