blog.

Bez szans na pomoc

Zdziwił mnie siedzący w bezruchu łabędź krzykliwy na środku pola, bez pokarmu. Tym bardziej, że robiło się ciemno. Cóż, taki widok w sezonie lęgowym może dziwić, choć może to być szybkie żerowanie przed nocą. Potwierdziła się jednak wersja negatywna. Po dłuższej obserwacji, z dużej odległości, okazało się, że łabędź kuleje. W zasadzie ciągnie nogą. Noga z daleka wygląda na zwichniętą a może nawet złamaną. Przy próbie podjechania do niego łabędź startuje do lotu i ląduje kilkaset metrów dalej w oziminie. Robi się ciemno, nie warto go płoszyć by nie tracił sił. Pozostaje tylko mruknąć pod nosem – trudno. Mam nadzieję, że odleci na bezpieczny zbiornik. Czas wyleczy nogę, choć pewnie zostanie już kuśtykiem na zawsze. Samotna noc na polu może być dla niego wyrokiem. Kręcą się tu lisy i szopy. Czasem, mimo wielkiej chęci pomocy zostajemy z bezradnością i nadzieją, że jednak się uda. Z moich obserwacji wynika, że zderzył się z pobliską linią średniego napięcia, która wieczorową porą przestaje być widoczna na tle lasu. Taka mało sterowna torpeda jak łabędź, z przewodami energetycznymi nie ma szans. Oby do rana.

PS

40 minut później, 1km na południe, na tle zachodniej zorzy przeleciał łabędź krzykliwy – może to on…

Udostępnij:
Przejdź do treści