Dzień Ziemi – odleciało LAUDATO SI’
Biebrza się pali. Świat podpalił putin, tramp dokłada do pieca! Odszedł Papież Franciszek, który zdaje się następcy rozumiejącego zmiany na Ziemi mieć nie będzie. Warto w taki dzień i w takim momencie przypomnieć, że właśnie Franciszek pisząc Encyklikę LAUDATO SI’ zwrócił uwagę na potrzebę ratowania Ziemi. W porównaniu do poprzednich encyklik swoich poprzedników, napisał ją prostym językiem. Ta daje się czytać a w porównaniu choćby z Fides et ratio, daje się od razu zrozumieć , bez konieczności przeczytania połowy biblioteki by dotrzeć do 20. Strony. Wydawało mi się, że ten tekst jakoś przykryje chciwość, obżarstwo i hipokryzję tego świata. Tak się nie stało. Encyklika, mimo, że szybko przetłumaczona i opublikowana, bardzo szybko została zamieciona pod dywan. To tekst nie na rękę wszelkim trampom. To tekst, który mówi o odpowiedzialności naszej wobec przyszłych pokoleń – Franciszek pisał – „nie można mówić o zrównoważonym rozwoju bez solidarności między pokoleniami” i dalej „Kiedy myślimy o sytuacji, w jakiej przekazujemy planetę przyszłym pokoleniom, wkraczamy w inną logikę, w logikę bezinteresownego daru, który otrzymujemy i przekazujemy dalej” (Franciszek, LAUDATO SI’ W trosce o wspólny dom. Wydawnictwo M, Kraków). Po kilkudziesięciu latach życia, mój najbliższy świat mocno się zmienił. Zaorane miedze, zaorane polne drogi, wycięte czyżnie i osuszone łąki. Zachłanność, pazerność i fundamentalny brak wiedzy zmienia Franciszkowy dar, który będzie wstyd przekazać kolejnemu pokoleniu. Nie idę szukać przykładów w Puszczy Amazońskiej, nie będę pokazywał zmienionego świata gdzieś dalej, gdzieś indziej, choćby w południowych Włoszech Dariusza Czai. Ja patrzę na świat najbliższy, świat w którym każdego dnia widzę zmiany. Widzę jak ubywa wody, jak znikają gatunki, zwane niegdyś pospolitymi. Nasięźrzał pospolity, dziś powinien nazywać się rzadki. Mewa pospolita, dziś już nazywana siwą. Rybitwa pospolita, dziś już nazywana jest rzeczną. To dzieje się za moich czasów. I za to opowiada również nasze pokolenie, nie tylko James Watt i jego maszyna parowa. Dziś wpadło mi w oczy zdjęcie zabitego gdzieś za granicą głuszca, tryumf strzelającego, u nas skrajnie ginącego gatunku, ale tam jeszcze można, można chcieć Grenlandii, można chcieć Białegostoku, można chcieć i Kanady. Zaorzę kolejny kawałek. Znów Ziemię zrobię wielką…pustką. Ziemia z okrągłej robi się w okrągłych głowach płaska. Za płaskim można więcej schować. Więcej zjeść. Można schować encyklikę, która troszczy się o wspólne dobro i zapomnieć, że istnieje. A można przecież o niej mówić, bo Franciszek mówił to ludziom, dla których miał być zdaje się autorytetem, ale zatyczki w uszach podobnie jak wielkie kapelusze Francuzów zjadających drobne ptaki (kapelusze po to by ich własny Bóg nie widział jakie rarytasy jedzą!) są parasolem ludzkich sumień, rozgrzeszeniem przed samym sobą. Ja się do nieba nie wybieram, mam lęk przestrzeni. Chciałbym tylko zostawić na łąkach trochę mieczyków, może obserwowane tam wczoraj kszyki, zielonkę, brzęczkę, gęgawę, żurawia, piskorza, trochę trzciny, jakieś robale, których ciągle nie potrafię nazwać. Chciałbym by, za ileś lat zjawił się ktoś kto będzie mógł się zachwycić niezapominajkami i może przeczyta świecki/święty tekst Franciszka i zrozumie, że ochrona przyrody jest koniecznością i przeciwieństwem egoizmu wobec przyszłych pokoleń.