Też chcę być na zdjęciu…
Daniel jak daniel. Taki nie za duży, ale już nie taki malutki. Patrzył na mnie długo w samo południe i wszystko byłoby ok, gdyby nie mistrz drugiego planu. Drugi daniel za wszelką cenę, chciał być na fotografii. Obiektyw w lewo, obiektyw w prawo i on. Ta twarz i trochę taka uwisła górna warga z napisem „ja też chcę”. Zrobił mi dzień. W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że go wykadruję. Ustawiał się jednak tak perfidnie, że portret kolegi musiałby być naruszony. Cóż, ta jego pretensjonalna mina spowodowała, że został. I ta sierść w uszach, coś co mnie przerażało w dzieciństwie, gdy zachodził do nas miły skądinąd sąsiad. Może będę i ja takim sąsiadem za chwilę. Niedziela z takim doklejanym zwierzakiem uśmiecha mnie od południa i myślę sobie, że i on zasługuje na uwagę. No, a że sesja nie ustawiana, trudno, trzeba pokochać z całym inwentarzem. Reszta danieli buszowała w zbożu, wiosennej zieloności. Ostatnio widzę je często. Wybrały sobie małe zadrzewienie śródpolne. Wokół łączki, lucerna, koniczyna i rów z wodą. Wszystko oblane zbożem. Trochę taka mała wyspa, zamek otoczony fosą. Daleko od wilczego szańca w lesie i w bezpiecznej odległości od wiejskich psów. Zobaczymy jak zadziała ich strategia. Na razie jedzą i leżą.