Zaskroniec w rdestnicowym chruśniaku
Dlaczego chruśniak miałby być malinowy tylko i dlaczego Leśmian miałby się z tego powodu obrazić. Tego nie wiem, ale gęste zarośla rdestnicy pływającej są idealnym miejscem do zasadzek i odpoczynku zaskrońców. Tuż pod rdestnicą czernią się już malutkie u-booty kijanek, które przeczesują gąszcz, którego nie widać. Zielony dach z liści rdestnic zasłania nam widok do podwodnych chaszczy. Tam szaleją okonie, karasie i liny. Kijanki mają swoje sposoby by swobodnie pływać i uczestniczyć w ogromnym ruchu niedojrzałych płazów. Z góry patrzy na nie zaskroniec i węszy coś tym swoim językiem, który jest jak czujnik na dziobie samolotów. Gdzieś na skraju lasu w przedwiecznym wyrobisku węgla brunatnego, życie toczy się naturalnym spokoju i kołowrotku. Tu jakby się czas zatrzymał i gdyby nie kilka suchych osik w wodzie, wrzuconych przez bobry, mógłbym odnieść wrażenie, że jest początek lat 80. Patrzę jak stada karasi (wtedy karasi pospolitych) grzały się pod powierzchnią. Dziś są bobry, nie ma już karasi pospolitych, które stają się rzadkie. Są za to japońce, karasie srebrzyste, które sposobem rozrodu wypierają naszego rodzimego. Wokół śpiewają te same ptaki co kiedyś. Dzięcioł czarny, krętogłów, pierwiosnek, śpiewak, bogatka. Kolejne pokolenia zaskrońców trwają na wyspie, tym razem wodnej, a żaby z kompleksu żab zielonych drą się jak niegdyś. Oby to trwało i trwało. Kilka lat temu miałem okazję tam nurkować. Zawiesista woda nie pozwalała sięgnąć nawet z latarką poza czubek nosa. Tam nie wiadomo gdzie zaczyna się dno a gdzie kończy się warstwa mułu. Mierzenie głębokości, tych kilku czy kilkunastu metrów wydaje się być matematyczną ułudą. Ta wodna przepaść, powoduje snucie myśli rodem z horroru podgrzewanych opowieściami o utopcach i utopionych. Lepiej mi tam na brzegu! Za rdestnicowym chruśniakiem wydaje się być jakoś nieswojo zimno i pusto. Wiesz że masz butle na plecach, ale nawet bąble z automatu są jakieś szare i obce.