O ratowaniu gatunku
Nic tak nie daje uśmiechu na twarzy jak udany pomysł. Gdy trzy lata temu, na jednej w dopuszczonych do eksploatacji żwirowni okazało się, że zostanie zniszczona murawa z pszeńcem różowym jakoś nie potrafiłem się z tym pogodzić. Wszystkie zgody od wszystkich świętych miało przedsięwzięcie, a ginącym w regionie gatunkiem nie bardzo się ktokolwiek przejmował.
Odkupiłem ogromną wywrotkę ziemi z powierzchni żwirowni, już po okresie kwitnienia pszeńców i przeniosłem to wszystko do jednego ze społecznych rezerwatów przyrody Fundacji Przyrodniczej pro Natura (dawniej pola uprawne) cały ten urobek licząc, że pośród tej mieszanki darni i żwiru kryją się nasiona pszeńców. Już w zeszłym sezonie można było odtrąbić sukces o czym pisałem, ale ten rok wydaje się być dopiero wisienką na torcie. Na powierzchni eksperymentu są setki okazów pszeńca różowego. Powoli rozpełza się na resztę murawy. Oczywiście potrzeba lat i sporo pracy by było go więcej i więcej, ale te pierwsze kroki są już poczynione i to z powodzeniem. Ten wapniolubny półpasożyt to gatunek stepów, dawniej chowający się na miedzach i polach, dziś odchodzący w kosmos przemysłowego rolnictwa. Jak mawia czasem mój kolega ewolucjonista – po co to ratujesz?, patrz jak człowiek – gatunek tu dominujący – przekształca przyrodę i jak to się zmienia. Na to patrzę każdego dnia jadąc przez Polskę wszelkimi drogami, ale wolę myśleć o tym, że uda się coś zachować dla przyszłych ludzi z pasją, którzy będą mogli kontynuować te wariackie czasem pomysły. Odpowiadam mojemu koledze zawsze tak: wiesz może w tym pszeńcu jest lekarstwo na raka? I kończy się rozmowa. Tysiące roślin, tysiące substancji, warto o tym pamiętać przy zachwycie kukurydzą.
Przyszedł czas by podsumowywać to co dzieje się w Dolinie Łachy, w społecznych rezerwatach przyrody, bo patrząc ponad trzydzieści lat w tył, przyroda pokazała nam, że można ciągle jeszcze coś ochronić, że działania czynnej ochrony przyrody mają sens, i że upór w podejmowaniu często trudnych decyzji przynosi przyrodniczy efekt. Ochrona rodzimej przyrody, to jedno z zadań, które musi być realizowane w różny sposób. Świadomość tego nie narodzi się w głowach sama z siebie, takie rzeczy wymagają wiedzy i ogromnego wysiłku, a myślenie wydaje się być trudniejsze o ćwiczeń gimnastycznych. A na końcu i tak usłyszysz – A kogo to obchodzi? Odpowiadam ostatnio pytającym – Mnie.