Jeden po drugim…
„Jeden po drugim goście wciąż
Nadchodzą z różnych stron
Wielu z otwartym sercem
Z pękniętym mało kto
I nie wie nikt dokąd noc prowadzi
I po cóż im płynie wino z kadzi
Ja chcę kochać kochać kochać kochać
Ach chcę kochać dziś”
Jakoś nie mogłem nie zanucić Leonarda Cohena w wykonaniu Macieja Zembatego. „Goście”.
Daniele – Goście z rzepaku nadchodzili jeden za drugim. Jakże ten tekst piosenki pięknie pasował do potykających się o gęste zwoje rzepaku danieli. Żółć rzepaku zamieniana w zieleń owoców. A one jeden za drugim brnęły w rzepak, jakby jakieś wnętrze rzepaku zapraszało je do środka. Nikt nie wiedział dokąd je noc prowadzi… Czasem takie przyrodnicze zwykłe obrazki przywołują słuchane niegdyś nocą w prawdziwej Trójce pieśni Zembatego/Cohena-Cohena/Zembatego. Nie ma znaczenia, że to co dzieje się w rzepaku i w głowie nie pokrywa się z rzeczywistością. Ważne, że mózg potrafi patrząc na daniele, słuchać pieśni tak bardzo charyzmatycznej i wręcz emblematycznej dla obydwu pieśniarzy. Daniele szły ścieżką pod górkę i zniknęły nagle w rzepaku. W blasku pochodni blednących kwiatów. Jedyne co nie pasuje to targanie namiętnością, bo to dopiero w końcu września, ale poroże do namiętności już rośnie. Stałem na polu Kujaw, rzepaczanej pustki, rzepakowego gąszczu, rzepakowej pustaci, monokultury przemysłowego rolnictwa i patrzyłem jak te w sumie nie nasze jelenie podążały w nicość przepastnej uprawy. Znikały jak jaskółki dymówki pijące wodę z Wisły wczorajszego wieczoru. Wszystko wkoło nas pojawia się czasem na dłużej, czasem na jedną chwilę. Odszedł Leonard Cohen w 2016 roku. Odszedł Maciej Zembaty w 2011 roku. Pojawiają się, pojawiamy się w swoim, w cudzym życiu jak goście idący gdzieś w rzepaczanej plątaninie życia, potykamy się/potykają się w zawiłościach losów i znikamy/znikają we wnętrzu rzepakowj pustki. Chwile, jakże ważne w podążaniu pod górkę życia i jakże niezwykłe! Magiczne czasem.