Co on ma na tej głowie
Szczekał jak król łąki. Słychać go było wszędzie. Podszedłem go na kilkanaście metrów. Był dość drobny, a na głowie miał takie zabawne wyrostki jak nie klasyczne parostki. Patrzyliśmy na siebie z pięć minut. Ja się nie ruszałem, on się nie ruszał. Trawą poruszał wiatr. Nasze obrazy rozmywały się w falującej trawie, a nasze wyobrażenia pęczniały z chwili na chwilę. Zapewne patrzylibyśmy na siebie jeszcze trochę, gdyby nie duży kozioł, który słysząc wcześniejsze szczekanie mojego kolegi, przybiegł z pobliskiego pszenżyta i rozgonił nas obu po kątach, po czym wszyscy oddaliliśmy się gdzie kto mógł i skończyło się rumakowanie. Gdy słyszysz oddech zwierzęcia to wszystko wokół przestaje być słyszalne. Lubię być blisko.