blog.

Tajemnice mgły

Ostatnie dni to festiwal mgieł, a w zasadzie festiwal tajemnic. Na łąkach mgła podnosi się szybko i splata z zachodem słońca, po czym przechodzi w szarości i noc. Zanim wzejdzie księżyc, biel mgieł wydaje się rozświetlać ciemność nieuchronnej nocy. Mgła unosi się od szczytów traw i spowija łąki swymi szarfami bieli. Te z kolei mieszają się, krążą i wirują wolno nad zielenią traw. Z pobliskiego lasu słychać ryczące jelenie, choć jeszcze nie na sto procent grające. Słychać puszczyki, które w ciemnym już lesie krzyczą swym żałosnym śmiechem i nawołują ciemności. Jeszcze kilka nietoperzy na zorzy, jeszcze żurawie wracające na bagno, jeszcze sarny. Sarny jak duchy wędrują przez bezkres traw i skubią jakieś smaczne kąski. Nie śpieszą się, nie widać w nich strachu. Są u siebie, są trochę i u mnie, bo przemierzają społeczne rezerwaty niczym wędrowcy z dawnych czasów. Są jednak u siebie. Za tajemnicą z mgły rozpościera się ich cały świat, który za tym tiulem przestaje być nam dostępny. Czasem tylko przechodzą przez jaśniejsze miejsca i znikają w gęstych wilgociach łąki. Można się zasłuchać w tej ciszy bez reszty. W ciszy przerywanej odgłosami nadchodzącej jesieni. Pastelowej. Jesieni nokturnów i synkopowanych improwizacji, które można by sygnować znakiem „Polish jazz”, a to jednak trąby żurawi, flety puszczyków i struny jeleni. Noce grają już testosteronem. Oby w ciszy.

Udostępnij:
Przejdź do treści