blog.

Torosy [torosiki] pluszcza

Gości je Biała Lądecka, tyle że po ostatniej powodzi dno rzeki wysprzątane i dobre miejsca do żerowania pozostają na krawędzi lodu, przynajmniej tam gdzie je obserwowałem. Widok pluszczy pośród lodowych torosików to jakby oglądać Królową Śniegu z Kajem i Gerdą w tle. Bajkowe układy lodu, małe kierki, śryż i krawędzie  zamarzniętej rzeki tworzą anturaż iście z dziecięcych fantazji. Choć za oknami większości Polski teraz klimat jakby antarktyczny. Rzeka ma swoją dynamikę, swoją siłę, swój czas. Pluszczące się pluszcze w lodowatej wodzie są aktorami z wypraw Ernesta Schackletona. W głowie od razu w głowie wyświetla się Półwysep Antarktyczny, wały lodu, czoła lodowców i nagie nunataki sterczących gór. Tu jakby ktoś nunataki usunął, tu na Białej Lądeckiej wszystko w ogromnym pomniejszeniu, miniaturyzacja tego wszystko co widział Ernest ze swoją ekipą. Odsyłam do książki „Południe” Sir Ernesta, bo to co chłopaki przeżyli to rzecz nie do pomyślenia. Byłem kiedyś na grobie Schackletona i gdy widzę lód, taki piękny i niebezpieczny to ciągle myślę o celu jaki ten człowiek miał. Cel, który nie stracił ludzi z oczu. A pluszcze? W ogromie lodowej bieli pluszcze są jak ludzie Schackletona, jakby oderwani od rzeczywistości. Samotność w otchłani lodowych torosów.

 

Udostępnij:
Przejdź do treści