blog.

Mglisty taniec bielików – Odrzański Teatr

Mgła, wilgoć i przenikający chłód niekoniecznie zwalniają zwierzęta z procesów przyrodniczych. W Krainie Łęgów Odrzańskich trwają właśnie toki bielików. Z pozoru wyglądające na przemoc, w rzeczywistości ptaki te wykorzystują szpony i skrzydła do bycia blisko i zaprezentowania kondycji. Mgła dodała tylko klimatu. Bo te wielkie duchy Odry są jak najbardziej u siebie i trwają w swych ptasich tradycjach. To, że coś się zaczyna dziać w kropelkach mgły pierwsze oświadczają świstuny, które ożywiają się na widok pojawiających się bielików i świszczą głośniej, za nimi z łomotem wchodzą krzyżówki, które głośno kwaczą w strachu i podnieceniu. Zapewne nie rozumieją, że tym razem bielik nie uderzy, w któreś stado zimujących kaczek. Tym razem te wielkie mgliste cienie, poderwą się ze starej sokory i zaczną wirować w tym drapieżnym tańcu derwiszy. Na tle łęgów, nad rzeką, nad horyzontem.

Tym razem wszystko działo się w kompletnej ciszy, a poza westchnieniem kaczek słychać jedynie było szum ocierających się kier lodowych w zakolach między główkami. I one, taki mały teatr o ciągłości pokoleń i o tym, że bez tańca wiosny nie będzie.

Nie wiem dlaczego, ale wczoraj grała mi cisza Arvo Pärt’a i jego „Spiegel im Spiegel”, nie za dużo dźwięków, nie za głośno. Kapanie fortepianu i pojawiająca się gdzieś daleko, gdzieś z bielikami wiolonczela. Można by patrzeć i patrzeć bez końca na te przyrodnicze akrobacje, ale nie. Po krótkim tańcu, czarne rzeźby bielików jak bałwany śnieżne zastygały w bezruchu na drzewach i rozmywały się odrzańskiej rzeczywistości. Lustro w lustrze pana Arvo i bielik z bielikiem to jakieś takie dwie równoległe płaszczyzny, które przenikały wieczorem odrzański szlak. Warte zatrzymania, zobaczenia. Warte spojrzenia na obszar, który jest unikalny w skali kraju i jakże inny od rolniczego otoczenia miast i wsi.

 

Udostępnij:
Przejdź do treści