Krasy na czatach
Krasy miał wachtę! Pozostałe dwie dzikie świnie spały w najlepsze. On patrzył na mnie, ja na niego. Wiedział, że kumple (kumpele) chcą spać więc miał dylemat. Podpaść śpiącym i ich budzić, czy narazić śpiących i podpaść śpiącym. Trwał w bezruchu. Być może spał z otwartymi oczami. Ja w sumie też chciałem spać, ale wiedziałem, że zanim do nich dojdę, to muszę je spłoszyć bo drodze woda. W sumie dobrze byłoby się na trzcinie położyć i pospać. Z tą myślą zostałem i zostałem jak Krasy na czatach by te dwie świnie mogły spać. Taki dziki układ. Czasem tak chodzimy po domu bo ktoś śpi i nie wiadomo jak się zachować by leżącego na kanapie nie zbudzić, choć to szesnasta. Z drugiej strony gdy sami zasypiamy na kanapie, to nie bardzo chcemy by nam ktoś przeszkadzał. Jeden ze śpiących dzików w pewnym momencie uniósł łeb wysoko, poniuchał i znów poszedł spać. Pomyślałem sobie, że w tym zastygnięciu albo zmarznę, albo podpadnę tym na kanapie. Krasy zastygł zupełnie. Jedyne co mu się poruszyło to piękne rzęsy i brzuch w kratkę od oddychania. Okazuje się, że gdy chcemy być grzeczni możemy trwać w niewygodnej pozie dość długo i dopiero chłodek zaczął zmuszać mnie do podjęcia decyzji. Zacząłem podejrzewać, że Krasy nie ma tu nic do gadania. Jedna z loch, widać szefowa, spała w najlepsze a to ona podejmowała decyzje. Jeśli macie coś do załatwienia a nie rozmawiacie z dyrektorem, to szkoda tracić czas na pośredników. Krasy jak małe dziecko był przekonany, że za trzcinką go nie widzę. Wielki łeb lochy uniósł się w końcu, gniazdko elektryczne nosa omiotło okolicę. Widać mój zapach był już przy niej. Uniosła się, włączyła Krasego i Małą, po czym z wielkim spokojem poszły nieco dalej. Zaległy w kolejnych trzcinach, a ja mogłem się spokojnie wycofać. Myślę, że zbliża się poród, stąd taki lekki marazm i trzcinowe uśpienie. Słuchanie ich oddechów bezcenne. Wiosna idzie, nie ma na to rady.