blog.

Rój

Dziś ponoć Dzień Pszczół. Mam nadzieję, że tych od miodu ale też tych dzikich, tych samotnych i tych wszystkich, których prawie nikt nie potrafi rozpoznać, a one nagle są. To co jednak działo się za moim oknem z pewnością nie należało do pokazów lotniczych tych samotnych. Tu miałem do czynienia z rojem dronów, które przemieszczały się od jednego pszczelarza sąsiada do drugiego pszczelarza sąsiada. Pytanie kto był właścicielem pszczół pomiędzy, bo akurat ten moment był dla mnie najciekawszy. Najpierw był dźwięk, z doplerowskim zagęszczaniem fal dźwiękowych, kiedy to nadlatywały. Oczy widziały tysiące malutkich droników krążących miedzy drzewami, krzewami, płotami, przewodami energetycznymi, liśćmi, chodnikami, drogami, oknami, ścianami – były nagle wszędzie. Może to ich taki pierwszy maj i zrobiły sobie pochód 20stego. Nie wiem, ale za każdym razem gdy widzę rój, myślę o takich tandetnych filmach klasy c, gdzie ktoś ich w końcu uratuje, ale czy je uratuje to już gorzej. Same pszczoły witam jednak z radością, bo roić się to rodzaj nagrody po ciężkiej zimie i tych wszystkich nieszczęsnych warrozach, powodowanych przez pszczelego dręcza! Tym się udało, idą na nowe, idą na swoje. Niech idą. Ja lubię wejść w taki rój, który zazwyczaj nie zabiera się za wewnętrznego obserwatora i fajnie wtedy poczuć się trochę jak „Pszczółce Mai”, którą to wszyscy znają i kochają. Pszczela chwila nie trwała jednak zbyt długo, przelot dział się przez kilkanaście minut, a potem ktoś go tam już kropił wodą i odymiał. Nastąpiło oswojenie i zagonienie do roboty. W uszach pozostał tętent pszczół, a w nosie ich specyficzny zapach. Pomyślałem sobie, że zrobię coś i dla tych uspołecznionych i dla tych samotnych. Posadziłem im 40 „kwiatków” dzikich na łące z myślą, że te mniejsze i większe będą mogły z nich za chwilę korzystać. Przyznam się jednak, że największe wrażenie robią na mnie te dzikie pszczoły, które potrafią zasnąć w kwiatku. Czego i Państwu życzę.

Udostępnij:
Przejdź do treści