Po dziurki w nosie
Czy żuraw może mieć dość? Wdaje się, że tak. Kolejne pary potraciły swoje młode w dość niewyjaśnionych okolicznościach. Czy na pewno w niewyjaśnionych? W ostatnim czasie w Dolinie Łachy grasuje gang słodziaków. Są takie puchate i śliczne, że mało kto powiedziałby o nich coś złego. Ni to kotek, ni innej maści pluszak, no i amerykański taki, piękny. Wszystko to prawda, ale ma ten przedstawiciel gangu sporo naszywek ze sprawnościami. To jakby każdy pasek na ogonku oznaczał inną sprawność. Pływa! Chodzi po drzewach, błocie, krzewach, rowach, rzeczkach, wchodzi do dziupli i nie jest wybredny w jedzeniu. Chodzący cud ewolucji, ba i techniki! Szop pracz. Nie pogardzi owocami, zagryzie małżami, wyssie dżdżownicę, wyciumka ślimaka, wypije jajeczko, zaopiekuje się pisklęciem, pójdzie na ryby, zawiąże jednostronny sojusz z płazami, a w zasadzie ze wszystkim co się rusza a nawet na drzewo ucieka. Szopy sieją spustoszenie w Europie. Nocni gangsterzy kontrolują brzegi wód, bagna, trzcinowiska, leśne drogi, czyżnie śródpolne i pola uprawne. Jeśli są, to są wszędzie. Ostatnio penetrują też gospodarstwa, ogrody, sady i grządki. W podziękowaniu potrafią zostawić glisty w piaskownicy, które zaprzyjaźnią się z waszymi dziećmi. Trudno z tej przyjaźni się leczyć, a i ciocia Anemia szybko się pojawi. Sarkazm? Nie. To już przerażenie, nad tym co dzieje się po nocy. Szopy rządzą i żurawie mają je po dziurki w nosie. Wydaje się, że bez drastycznych decyzji cierpieć będą dalej blaszkodziobe i inne ptaki wodnobłotne, leśne, z zadrzewień, z muraw i łąk. Czas na mądre decyzje. Szybkie i niekoniecznie pluszowe.