blog.

Niech się dobrze chowają…

No i się schowały w dziupli, ale nadają z niej na całą okolicę. To niezły doping dla rodziców, niezły bacik by ciągle przynosili do dziupli pokarm. Głośne dzieci zdaje się częściej są karmione. Taki ewolucyjny pomysł na poganianie rodziców do pracy. Czy słońce czy deszcz puste brzuchy domagają się jedzenia i zdawać by się mogło, że nigdy nie są najedzone do syta. Do syta je chyba tylko człowiek zalewając swój mózg syropem glukozowo-fruktozowym, który zamienić się musi w tłuszcz, bo nasze komórki nauczone głodem przeszłości karmią się zawsze do syta i ponad stan, gdy tylko mogą. W dzikiej przyrodzie zjada się tyle ile trzeba, bo pokarm się ciągle zdobywa a nie kupuje w sklepie. Choć widziałem kiedyś pisklę karmione do syta. Zalewane wysokokalorycznym olejem, tyło okrutnie. W tym był plan rodziców. Prawie rok zalewać, zalewać i tuczyć… a potem? Potem oczywiście zostawić i dopiero machanie skrzydłami pozwala schudnąć i odlecieć. Tak się dzieje u albatrosów wędrownych. Ten poniżej to z jednej z małych wysepek przy Georgii Południowej, gdzie wszystkie dzieci karmione są do syta.

A dzięcioł? Ten nie przejmował się gośćmi w żmigrodzkim parku i karmił swoje maluchy, drące się w niebogłosy. A on tam i z powrotem z dziobem pełnym chitynowych opakowań, znosił zakupy ze starych drzew. Dzień dziecka oznacza ciężką pracę by to dziecko kiedyś wychowało swoje dziecko, lub cudze jak u kukułki. Opieka rodzicielska to ogromna zdobycz ewolucyjna, która pozwala stawiać na jakość a nie jak u mszyc na ilość. Różne strategie, różne rozwiązania a dzieci i tak wiecznie głodne. Dobrego Dnia Dziecka zatem i dla tych co karmią i dla tych, którzy są karmieni.

Udostępnij:
Przejdź do treści