Żółwie w starorzeczach Odry
Myślimy „żółw w Polsce” i od razu mamy w głowie żółwia błotnego. Ten jednak wciąż jest rzadki i występuje tylko w bardzo konkretnych miejscach naszego kraju. Tymczasem nad Odrą, w starorzeczach, w ostatnich latach coraz częściej można obserwować duże żółwie wygrzewające się w słoneczne dni. Zresztą stają się one często wędkarskim przyłowem, co wprawia wędkarzy w niedowierzanie i zakłopotanie. Wielu z nich wypuszcza te żółwie z powrotem do wody, wierząc, że należy je chronić. ( z drugiej strony co mieli by sami z nimi zrobić?)
Tych akurat chronić nie trzeba, ponieważ są to żółwie z grupy żółwi ozdobnych, które zaczęły dominować w naszych zbiornikach wodnych i zajmują się tępieniem rodzimej fauny. W naszych wodach spotkać można również inne gatunki żółwi, których oczywiście być tu nie powinno.
Czas płynie, żółwie rosną, a działań polegających na ich odławianiu jest jak na lekarstwo. To trudne zadanie, rodzące od razu pytanie: co z nimi zrobić później? Można powiedzieć, że to nie ich wina. Bo rzeczywiście nie ich. W latach 90. panował zachwyt nad hodowlą zwierzątek w domu, a mały żółwik był wymarzonym prezentem dla dziecka. Potem jednak żółwik stawał się żółwiem, paluszek dziecka traktował jak robala i trzeba było coś z nim zrobić. A że ludzie z natury mają dobre serce, nagminnie wypuszczano je do parkowych stawów, rzek, starorzeczy czy zbiorników zaporowych.
Dziś są już duże i opanowały wiele odrzańskich starorzeczy. Póki co nie mamy potwierdzenia, że rozmnażają się w Polsce. Z pewnością jednak samice składają jaja, co pokazano mi na filmie nagranym w dolinie Baryczy. Co będzie dalej, trudno powiedzieć.
Ostatnio mój kolega otrzymał od straży miejskiej żółwia jaszczurowatego (poszukiwany jest właściciel…). Chyba że właściciel został już bez paluszków, więc nie zamierza się przyznać.
Wypuszczanie żółwi do środowiska naturalnego jest przestępstwem, a konsekwencje naszego „dobrego serca” bywają okrutne dla rodzimych zwierząt. Znów mamy diagnozę, ale wciąż nie mamy recepty.
Obserwacja żółwi w naturze, mimo że są to gatunki obce, wywołuje łzę w oku z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że naszych rodzimych żółwi jest wciąż tak mało, mimo ogromnej pracy wykonywanej przez wiele organizacji, które starają się im pomagać. Po drugie dlatego, że na konarach drzew siedzą nie żółwie błotne, lecz ich amerykańscy kuzyni.
Choć muszę przyznać, że patrzę na nie również z ciekawością. Fascynuje mnie ich ewolucyjne pochodzenie i fakt, że ta grupa zwierząt trwa na Ziemi od tak wielu milionów lat.