Dudki ze starej budki
Rok temu, po niezłej wichurze, przewrócił się dudkowy dąb. Ich bezpieczna, wysoka na 8 m dziupla zakończyła dudkobranie. W okolicy dziuplastych drzew nie za dużo, choć kilka pasowało do dudkowych potrzeb. Wybrały jednak starą budkę, której przednia ściana leżała zimą na ziemi. Poprawiłem ją na wiosnę dla szpaków i nie pomyślałem nawet, że zainteresuje ona rudego. Posadowiona na pochyłej brzozie, ze szczelinami, nie bardzo nadawała się do lęgów. Do tego otwór rozkuty przez dzięcioła. Szpak zapewne domyślił się, że młode szybko będą zjedzone. Dudek jednak ma swoje sposoby obrony i osiedlił się w takiej trochę leśnej patodeweloperce. Pewnie mu na przyszły rok zawieszę tam coś solidnego.
Są dwa młode, które już żebrzą o jedzenie, wystawiając dzioby na zewnątrz, i za kilka dni wylecą na piaszczyste drogi. Teraz cała ciężka praca po stronie rodziców. Turkuć, świerszcz, rolnica, dżdżownica, pająk, chrząszczyk i jakieś larwy przypominające wypakowane worki speleologiczne. Wszystko to trafia z pęsety do pęsety i dokarmia geny następnego pokolenia.
Z radością je obserwuję i cieszę się, że rewir został zajęty, choć w pobliżu i inne dudki też szaleją. Nawet jednego mamy we wsi. Taki od lat, choć dziupli nie szukałem, bo to już na podwórkach sąsiadów. Trudno dudkom odmówić egzotyki, trudno im odmówić baletowej gracji. Dają radość.