Rozdziawy
Upał dał się dziś we znaki! Wystawione na żar słońca młode boćki mogą się jedynie chłodzić tym, co wyzioną, choć żaden z nich nie wyzionął ducha. Przyjmują przy tym dość komiczne pozy dla nas, ludzi, tworząc kukiełkowy teatr. Zdarza im się zachowywać synchronicznie, gdy na niebie jest bielik czy wraca rodzic. Wtedy teatr nabiera szczególnego klimatu i zaczyna się dziać na scenie gniazda. Lubię widzów patrzących na mecz tenisowy. Lubię, gdy głowy podążają za seledynową piłeczką. U młodych boćków czasem jest jak na tenisie. Widać też w nich te dinozaurze cechy, jakąś pierwotną niedojrzałość filogenetyczną, która miałaby dogonić za kilka tygodni dobrze rozwinięte ptaki. Patrzenie na pisklęta jest spoglądaniem na dziejącą się historię Ziemi w ciągu zaledwie kilkudziesięciu dni. Od niepozornych brzuchów z dziobami jak lejki do napełniania żołądków, po wyspecjalizowane drapieżniki z czerwonymi dziobami. Teraz, gdy robi się ciemno i widzę je przez okno, nie są już rozdziawione. Nie dyszą. Zrobiło się chłodniej po deszczu, a dorosłe przynoszą do gniazda sporo jedzenia. Trójka szczęśliwych bocianiąt z doliny Łachy.