blog.

Upalne polowanie

Sianokosy w dolinie Łachy trwają w najlepsze. Trwają też polowania na skoszonych łąkach. Bociany, kanie, myszołowy, kruki i lis. O ile po ptakach nie widać za bardzo zmęczenia, o tyle na rudym wszystko maluje się na twarzy. Coś tam zje, owszem. Jakiś krecik czy nornik, ale dłużej posiedzi, popatrzy, poziewa. Co ciekawe, w ogóle nie boi się traktora i kosiarki, natomiast na auto reaguje jak na wrzątek. Towarzyszył dziś nam trochę na łąkach, ale nie był to lisek chytrusek. Wyglądał na zjaranego. Jakiś taki rozkojarzony upałem. Myślę też, że przejedzony. Kosimy dziesiątki hektarów, to i on ma już chyba dość, ale nie odpuszcza. Wszystko w zwolnionym tempie, odpowiednio do temperatury. W złotej godzinie jego futro miało sto procent rudego w rudym, a białe kły tylko błyskały w słońcu. Nie był to zimowy, czuły na każdy szum lis. To był letni lis, jak letnia woda z kranu. Gdy przysiadał i patrzył z niedowierzaniem na skoszone łąki, stawał się pluszakiem. Maskotką sianokosów. Wokół słychać nawoływania kań rudych, grającego derkacza, dla którego zostawimy trochę łąki, i rechot żab, które grają w wysychających szybko oczkach wodnych.

Udostępnij:
Przejdź do treści