blog.

Oazy śródpolne

Wydawać by się mogło, że skoro przed oczami jest zielono, a zielone kojarzy się z przyrodą to jest wszystko w porządku. Chodząc po polach, zwłaszcza wszędzie tam, gdzie małe działki zamieniają się w duże, gdzie miedze odchodzą do przeszłości a stosowana chemia ma ogromny wpływ na wszelkiego rodzaju przydroża, przypola, przylesia, to wszędzie tam, gdzie lance opryskiwaczy nie dosięgnęły roślinności segetalnej tworzą się oazy motyloróżnorodności. Ostrożeń polny, trochę czyśćca i to już wystarczy by jeden ar przyciągał te wszystkie osobniki, które dały radę przeżyć przeobrażenie. Od przestrojników trawników, jurtin, osadników megera, przez ceiki, pawiki, admirały, osetniki, po pazie żeglarze i pazie królowej. To tylko te najbardziej widoczne, te które kojarzą nam się z dzieciństwem i uganianiem się za tym co piękne, kolorowe i ulotne. Kiedyś wzdłuż pól, a zwłaszcza na pastwiskach, gdzie przebijała się driakiew, wilżyny czy cieciorki, można je było oglądać do woli. Dziś, gdzie kukurydza zmieniła charakter tej ziemi, motyle skazane są na oazy właśnie jakichś ostrożeni, które wcisnęły się w „niezasione”.

Zastanawiam się, czy nie dojdzie do sytuacji, a tak być powinno, gdzie uzyskanie dopłat rolniczych będzie zależne od pozostawiania takich zaostrożeniowanych powierzchni. Niby coś jest, ale nie obligo, a co nie jest obligo zostaje tylko dla tych co są wrażliwi na to co wokół. Dziś niedziela, będą spacery śródpolne. Warto się rozejrzeć i poszukać takich małych rajskich ogrodów, gdzie nektar leje się z kwiatów mililitrami, a zapach łagodzi zderzenie z kolcami.

Udostępnij:
Przejdź do treści