blog.

Najgorszy jest wiatr?

Nie dla wszystkich. Są nasiona, które czekają na wiatr, co rozgoni i poniesie je w nowe światy. To tak jak my: raz trafiamy na dobre sytuacje, raz nam się wydaje, że są dobre, a raz modlimy się o nowy wiatr, który nas z tych sytuacji zabierze. Nasiona związane z wiatrem mają nieco inne podejście. Roślina produkuje ich tak dużo, że może sobie pozwolić na każdą sytuację – ważne, by chociaż procent z nich trafił na podatny grunt i by wszystko zaczęło się od nowa. Anemochoria, bo tak nazywa się wiatrosiewność, to doskonałe rozwiązanie dla powietrznych żeglarzy. Gospodarz inwestuje w skrzydła, wiatraki, skrzydlaki, helikopterki, noski, włoski, parasolki. Potem dmuchnie, chuchnie, zadmie, zawyje i poleci w świat szukać swojego miejsca. Jedne nasiona zostaną zjedzone przez gryzonie, inne zjedzą ptaki, kolejne przerosną grzyby, jakieś wpadnie do wody, coś przyklei się do ściany albo tira… Jeśli do tira, to już trochę inny sposób przenoszenia nasion, ale jest szansa, że geny pojadą w daleki świat. Potem statek i nagle mamy gatunek inwazyjny gdzieś tam za morzem.

Rozsiewanie nasion to fascynujący kawałek botaniki – niby oczywisty, niby łatwy, a tyle tam niespodzianek i możliwości, że można by się temu całkowicie poświęcić i patrzeć na migrację z pozoru zakotwiczonych w ziemi organizmów. Dziś, gdy przez chwilę słońce zachodziło, mijałem łączkę, takie lotnisko nasion oczekujące na wiatr. Piękny hub milionów gotowych do lotu statków powietrznych.

Udostępnij:
Przejdź do treści