blog.

Obudzona wiatrem

Pierwsze słońce, pierwsze podmuchy wiatru i ich ciepły dotyk o poranku. Po nocy spędzonej na pace pickupa z oczami wbitymi w spadające gwiazdy, które za wszelką cenę chciały przesłonić chmury, myślisz raczej o ciepłej kawie lub kakao z mlekiem, ale nie o spotkaniu z nią. Jej oczy, świdrujące, podążające za obserwatorem i mówiące wprost: nie zbliżaj się, bo cię zjem. Oczywiście, dla nas, ludzi, są tylko pięknym prezentem z południa, który w ostatnich latach mnoży się ku naszej uciesze. Nie jest gatunkiem obcym. Modliszka chowała się gdzieś tam w Puszczy Sandomierskiej, gdzieś tam na Podkarpaciu, a potem, po desancie z Czech i zapewne ze Słowacji, po sforsowaniu wszelkich przełęczy rozgościła się u nas na dobre. Cieplej oznacza zmiany. Choć wielcy mówią, że nie ma zmian, ciepłolubne organizmy już u nas są. Przyroda nie czeka, przyroda się dostosowuje. Czasem szybciej niż myślimy.

Wracam jednak do Obudzonej modliszki, gdzieś o szóstej, co wiele osób może uważać za skandal, zwłaszcza że są na urlopie czy mają jakieś inne wakacje. Nie mam ani jednego, ani drugiego, więc zostałem przy Obudzonej o poranku i przyglądałem się, jak się pręży do słońca, tworząc ze swojego ciała rodzaj połyskującego hamaka. Nie zwracała uwagi na przypadkowych przechodniów. Była u siebie i potrzebowała nieco słonecznej energii. Patrząc na nią, można pozielenieć z zazdrości. Zieleń jak z bajki, z rudymi dłońmi, które nie raz uczestniczyły w morderstwie. Zanim zje męża, jeść będzie bezkręgowce, które pomogą jej zgromadzić materiał na jaja i budowę zimotrwałej ooteki. I tu mały kłopot: ta była większa od spotykanych samców, ale jej odwłok zdaje się jeszcze czekał na napełnienie jajami. Płeć nieoczywista. Tak czy inaczej, poranek należał do niej. Potem przyszły chmury, oczekiwane krople deszczu i dzień szarzał z nadzieją na większą ulewę. Będą do października; jeśli macie ochotę, to z pewnością się jeszcze napatrzycie na te owiane legendami owady, którym warto spojrzeć w te ich zwinne oczy. Czy w kończyny? Nie wiem, można się przerazić!

Udostępnij:
Przejdź do treści