Zaćmione zaćmienie
Jeszcze ciemno, jeszcze noc, a księżyc zaczął być zjadany przez cień. Cień Ziemi, który kładzie się na lustrze księżyca. Nocne łąki pełne saren, jeleni. Wraca borsuk skądś, krzyczy ostatni puszczyk nad brakiem gryzoni, ostatni nietoperz umyka między drzewa przed obudzonym krogulcem. Na wschodzie róże, na zachodzie w chmurze! Zaćmienie księżyca postępuje zgodnie z wyliczeniami astronomów, na niebie ostatni Starlink znika w jasności dnia, a księżyc? Ten, ku radości tysięcy obserwatorów, przykrywa się gęstą kołdrą cirrusów i bez ceregieli idzie spać. To nic, że za chwilę żurawie miały wylecieć z noclegowiska, to nic, że księżyc miał poczerwienieć z braku światła. To nic. Osoby, które sobie słodko chrapały, nie miały frustracji z powodu przedwczesnego wstawania, a te, które wstały, miały radość z nieprzewidywalności przyrody. W sumie to chyba dobrze, że nie można wszystkiego tak prosto poukładać. Gdy już zaćmiony księżyc zaćmił się chmurami, echo kończyło odpowiadać: zać, zać, mać, mać – to ciepło zgromadzone w lesie wybiegło nagle na łąki, by oddać to, co z wczoraj, by po chwili chłód dzisiejszego poranka wymalował gęsią skórkę na ramionach. Powiało chłodem! Widać na pobliskich błotach ten moment zarejestrowały kszyki i „zakszyknęły” wspólnie na dobry początek dnia. Dobrego dnia!