W biegu
W biegu owszem, ale na krótkim dystansie. Tu nie trzeba się aż tak śpieszyć. Oczy szeroko otwarte, uszy postawione w stan czujności ale pysk skierowany na liście jeżyn. Zima mija jakoś na zielonych mrożonkach. Obok otworzyli knajpkę ze świeżą korą sosnową, a w zasadzie z łykiem. Ta, zdzierana płatami, zdzierakami z jeleniego aparatu gębowego może nie za miękka, może trochę trudniej strawna, ale ciągle soczysta i pozwala na napełnienie reaktorów gastronomicznych. To najlepsza fabryka ciepła i energii do życia. Celem jest wrzesień i przekazanie DNA. Teraz wystarczy tylko przetrwać, aż przetrwać, oby przetrwać, przetrwać. W moich dolnośląskich, ciepłych krajach przeżycie zimy nie jest tak trudne jak w górach, gdzie ciągle jeszcze odbywają się wędrówki pionowe. W Dolinie Łachy wystarczy dobrze biegać i zima upłynie zanim nam się wszystkim zdarzy szybka wiosna. Dni dłużą się i owszem, ale już miesiące znikają za plecami bardzo szybko, nie mówiąc o latach. Zima wydaje się być tylko zwolnieniem pozostałych pór roku. Choć tej prawdziwej zimy bardzo brakuje różnym grupom organizmów. Tysiące lat ewoluujesz by przetrwać a teraz trzeba kombinować jak się nie przegrzać. W biegu można się przegrzać, wiec strategia powolności i zatrzymania energii wydaje się być dobrą receptą nie tylko dla jeleni.