Trzepot żałobny
Po drodze, piaszczystej drodze snułem się przez chwilę w pełnym słońcu i dziwiły się moje oczy, skąd w jednym miejscu, na jednej słonecznej polance w lesie tyle motyli. Oczywiście odpowiedź jest prosta, bo to ciepło pobudziło je do życia, ale po zimie takie nagromadzenie urasta do wartości wszystkich motyli z życia Arkadego Fiedlera. Po drodze dziś byłem też na pogrzebie mojego nauczyciela. Po drodze, zaraz po pogrzebie rusałki żałobniki ogrzewały się w promieniach słońca i nie pozwalały zapomnieć o ostatnim pożegnaniu. Po tej samej drodze dziesiątki ceików kręciły bączki w powietrzu i siadały w dość przedziwnych miejscach.

Od piachu, po chaszcze, korę brzóz, głogi i stare liście. Przeganiały się i przeganiały rusałki pawiki.

Wszystko w jednym czasie. Nagrzane w słońcu korzystały z energii południa i trzepotały nad leśną piaszczystą drogą. Trochę wilgoci na drodze, trochę słońca i ruch lepidopternych kwitnie. Po zimie, obserwowanie kolorowych motyli jest niesamowitym przeżyciem i nagrodą zarazem dla oczu przywykłych do szarej rzeczywistości mijających pór roku. Piaszczyste drogi przyciągają do siebie wiele zwierząt. Tu polują trzyszcze, w poboczach wygrzebują swe norki błonkówki, nocą polują biegacze. Ciepło otwartego, piaszczystego obszaru jest wyspą ciepła dla owadów tak bardzo kochających promienie słoneczne. Wiosną jest to szczególnie widoczne i to właśnie motyle wartość takich dróg pokazują bardzo wyraźnie. Czego jeszcze brakuje motylom na tych drogach? Oczywiście odchodów, choćby wilka, które mają w sobie sporo wilgoci i sole mineralne. Wszystko ze sobą gra jak w zegarku, bo ścieżki i drogi zawsze przyciągają do siebie organizmy szukające tej własnej. Własnej drogi, czasem piaszczystej, czasem bagnistej…… ale własnej.
