Piestrzenicy urok z Trzcinicy
Gdy w jajach żurawi słychać piski, wtedy też w sosnowych lasach, na piachach wyrastają owocniki piestrzenic kasztanowatych. Grzyby rodem z Avatara, które w tej całej obecnie suchej ściółce są jak oazy wilgoci. W tym roku większość nie urosła zbytnio. Na kilkanaście osobników, może dwa nadawały się na pokazowe. Reszta tuli się do dna lasu. Malutkie mózgi u stóp sosen. Do tego ich zapach. Wszystko to sprawia, że wczesna wiosna ma i takie grzybowe uroki. Jutro pewnie zostanę przy grzybach, bo niedaleko tejże odkryłem stadko jeszcze większych egzotów, choć bardzo naszych. Za każdym razem gdy te piestrzenice widzę, przypominają mi się fryzury pań rodem z baroku, zresztą fryzury panów też. Może ktoś się zainspiruje na nadchodzące święta. Z pewnością rodzina będzie zaskoczona. Piestrzenica kasztanowata potwierdza i moje przypuszczenia, że rude jest piękne.
Od razu odpowiadam – trująca. Mimo, że w Skandynawii są zjadacze i tego to przestrzegam, że i suszenie i gotowanie nie koniecznie pomoże. W kluczach rysują przy niej krzyżyk jakby co.
