blog.

Niebezpieczne łzy

Mokry piach, ubogie siedlisko, ledwo mchy, jakiś pojedynczy torfowiec. Mineralny podkład z piasku. Trudno tu o azot, trudno w ogóle. Tam gdzie bujne pokrzywy i dziki bez, nasza bohaterka nie miałaby szans. W borach, na ubogich glebach brakuje azotu, który nie jest dla wszystkich i trzeba sobie jakoś radzić. Tam gdzie nikt nie chce, rosiczki ronią swoje, niebezpieczne łzy i oczekują na zabłąkaną meszkę, pogubionego pająka, spóźnionego skoczogonka czy zakręconą od upału muchę. Tu azot przychodzi w pakiecikach chitynowych, z których można potem wypić wszystko co się da i wbudować we własne tkanki. Nie ma ich zbyt wiele, bo nie rosną wszędzie, tylko zajmują wąski pasek skarpy i nieco w ukryciu czekają na nieboraków. Gdy przyjrzymy się im z bliska zobaczymy kunsztowne, wręcz artystyczne zdobienia. Kady trzoneczek z gruczołkiem wydziela lepką maź, która doskonale nadaje się do trawienia nieboraków. Z badań wynika, że ponad 60% azotu wbudowanego w rosiczki pochodzi ze zwierząt. Widać radzą sobie doskonale – rosiczki rzecz jasna.

Z bliska świat rosiczek wydaje się niezwykłą inspiracją dla artystów, architektów i zapewne cukierników. Mogą czerpać garściami. Jeszcze Ikea mogłaby ten motyw drukować na wszystkim co się da. Ba, nawet na podkładach na stół.

Patrzyłem dziś z bardzo bliska na ten niezwykły ogród i pomyślałem sobie, że kolory prosto od Maxa Ernsta z obrazu „Ubieranie poślubionej”, ale już za chwilę w głowie pojawił się Hieronim Bosch i jego „Ogród rozkoszy ziemskich” gdzie ostatecznie wygrywa grzech. Każda ta piękna, lepka i hipnotyzująca buławka skończyć się może zabójstwem, grzechem, ale usprawiedliwionym bo z głodu. Dwuznaczność rosiczek jest fascynująca, egzotyczna i niepokojąca. Takie powiększone do pięciu metrów rosiczki (na co dzień mają tak około 5 cm wysokości) mogłyby i na nas polować, brr. Co nie znaczy, że mógłby zagrać w jakimś filmie, gdzie James Bond przedziera się przez takie niewinne roślinki by ratować świat. No pojechałem na maxa wiem, choć nie na Maxa Ernsta, który dziś sponsorował mi kolory.  Gdyby Hitchcock widział z bliska ten ogródek szaleństwa, powstałby zapewne film „Rosiczki”, oj psychoza lałaby się stadami, jak stada mew znad morza. Ech, rozmarzyłem się filmowo. Niebezpieczne łzy. Estetyka i emocje… i dzień zrobiony.

Udostępnij:
Przejdź do treści