Rozłąki z łąki
Patrzyłem na mieczyki dachówkowate, które właśnie zaczynają pękać i rozwijać swoje różowe sukienki. Letnie, delikatne pachnące jeszcze nowością. W zieleni łąki ich nasycona barwa kazała na siebie zwracać uwagę, patrzeć, zachwycać się i doceniać rzadkość jakże pięknej rośliny. Wilgoć w tym sezonie pomogła populacji i znów na łące zaczyna się wszystko różowić. Na krótko, to rok w którym w ramach ograniczania tarniny i trzcinnika łąka zostanie skoszona. Z doświadczenia wiem, że to dobry ruch, bo za rok będzie ich jeszcze więcej. Rozłąka z łąką nie zawsze jest zła. Koszenie to balansowanie naturalności z działalnością człowieka i wynik bywa zaskakujący. Najczęściej pozytywny gdy ekstensywnie się to robi. Kolejna rozłąka to to, że większość kwiatów mieczyków patrzyła w jedną stronę, ale jeden patrzył zupełnie w przeciwną. Niby takie same, a pozwalają sobie by widzieć coś innego. I to jest ok. Każdy człowiek ma prawo patrzeć w inną stronę bo wtedy wszyscy razem widzą więcej. Nadal są tymi samymi ludźmi. Gdy wszyscy patrzą tylko w jedną stronę przestają widzieć to co dzieje się za nimi i wtedy najczęściej dochodzi do jakichś wypadków. W ludziach jest trochę przekory i gdy wszyscy patrzą sobie gdzie chcą zawsze musi się znaleźć jakiś narcyz, który zrobi wszystko by wszyscy patrzyli tam gdzie on, a to jak wiemy zawsze kończyło się wojną i niczym dobrym. Dobrze być na tej samej łące i patrzeć w swoją stronę, która bywa inna od strony, w którą patrzą wszyscy. Rozłąki z łąki mają dużo dobrego. Pozwalają trwać całej populacji, mimo różnych upodobań. Takie mieczykowe rozkminy, przerywane zmasowanymi atakami jusznic i gzów wszelakich, kręciły się dziś na jeszcze nieskoszonej łące. Czasem jest tak, że w końcu przychodzi kosiarka z zupełnie nieoczekiwanej strony i kosi jednych i drugich.