blog.

Między drzewem a drzewem

Między drzewem a niebem, między drzewem a drzewem, między niebem a drzewem, czasem na ziemi. Miedzy grabem a dębem. W pyszczku żołądź, orzech, pisklę, jakaś gruba larwa. Białko i węglowodany niesione gdzieś wysoko do kłębowiska gałązek, gniazda nie gniazda, gdzie tylko ona wie co tam się dzieje. Mijałem się dziś z nią wielokrotnie, ona zapracowana, zagoniona wiosną. Ja patrzyłem, przyglądałem się i dziwiłem ile w niej życia, energii, podniebnej ciekawości i nadrzewnej przyczepności. Wyglądała na niezmęczoną, na wiecznie żywą. Gdy zatrzymała się na chwilę, w takim rudym bezruchu, skąpana w ciągle jeszcze wiosennej zieleni, poczułem jej wzrok, jej odrębności i postawioną granicę. Możesz do tej dużej lipy, dalej nie podchodź bo ucieknę ku niebu. Nauczyła mnie pokory, szacunku i dystansu. Potem wracała, patrzyła, transportowała coś na górę i tak cały dzień. Dobrze pracować z kimś obok, kto nie przestaje, nie zatrzymuje się, nie ogląda się za siebie. Ruda w zieleni wiosennych rozmydleń zniknęła przed wieczorem w kłębowisku podniebnego gniazda. Jutro znów ją zobaczę i znów będzie ta gonitwa, wspinaczka i skoki z drzewa na drzewo. Wiewiórki wyraźnie żyją w świecie 3D, co przy naszym płaskostopiu wydaje się być niedoścignioną ekstrawagancją poziomu życia. Zatrzymała mnie na chwilę, choć zupełnie nie zrozumieliśmy się w naszym zabieganiu. Orzechy, żołędzie, pisklęta.

Podczas nauki metody kartograficznej – metody liczenia ptaków – w Puszczy Białowieskiej, nieżyjący już prof. Tomasz Wesołowski, podkreślał mi wielokrotnie, o drapieżnej duszy wiewiórek i na mapach zawsze wrysowywał wiewiórki jako istotny czynnik dla ptasich lęgów.  W lesie trzeba mieć wiele twarzy by przeżyć.

Udostępnij:
Przejdź do treści