Łąki odchodzą w światy przeszłe
Obraz kwitnących łąk wydaje się być odchodzącym westchnieniem ekstensywnego rolnictwa. W naszych społecznych rezerwatach przyrody w dolinie Łachy są jeszcze kwitnące fragmenty, ale zapewne bez wody i one będą się zmieniać. Na razie dzięki odpowiedniemu koszeniu i zatrzymywaniu wody odwiedzam niektóre miejsca jakbym chodził do muzeum. Potrzebuję czasu by się tam zatrzymać, patrzeć, cieszyć się różnymi kwiatami i zderzać to z obrazami w książkach i muzeach, które czasem stają się wyjątkowymi inspiracjami, a w zasadzie tęsknotą za odchodzącymi krajobrazami. Najprościej mówiąc to tęsknota za dzieciństwem, rosą na butach i wolnością w wyborze kierunku, w którym można było iść podczas bezsensownego szwendania się po okolicy. Wśród obrazów, które do mnie wracają często pojawia się obraz „Meadow” Alfreda Sisleya z 1875 roku, z takim nieśpiesznym wiejskim krajobrazem. Słoneczny dzień przykryty zapewne wilgocią chmur i kolorowa zieleń łąk. Spokój. Zdaje się, że w tym samym roku Monet popełnił „Łąkę z topolami”, impresjonistyczne marzenie na przyszłość. Coś co było zdaje się typowe dla europejskich wsi, dziś wydaje się obrazkiem mniej znanym od dinozaurów. Tam gdzie na łąkach pojawia się niebieska dąbrówka rozesłana, niebieskofioletowe dzwonki, tam wraca praca Gustava Klimta „Niebieski ogród”. I choć na obrazie raczej pole lnu a nie łąka, to jednak wracają mi lata 80. XX w. kiedy to w dolinie Łachy uprawiano sporo lnu, który bielał lub niebieszczał wzdłuż rzeki i zderzał się z łąkami pełnymi firletki poszarpanej i złocieni.

Co w zamian? Czasem zaorana łąka z posianymi kilkoma gatunkami traw pastewnych. Zielono ale ubogo. W innych miejscach kukurydza, zielono ale bardzo ubogo. Ostatnio słonecznik. Pięknie, oleisto ale monokultura niedostępna dla boćków choćby. Świat zmienia się nieustannie. Ochrona przyrody rzadko była modna w naszym kraju. Obecnie zdaje się być na skraju tolerancji. Kolorowa łąka? Można bez tego żyć, zapominając, że to ogromny prezent dla naszych dzieci i wnuków. Mój sąsiad o czym już pisałem na blogach, przy okazji pogrzebów powtarza: „Bogaty gówno zabierze, biedny gówno zostawi”. Zostawmy naszym dzieciom przyrodę, to największe bogactwo, za które może nie da się kupić wystawnego życia, ale dzięki niej można głęboko oddychać, cieszyć się, zachwycać i inspirować, choćby w poszukiwaniu nowych leków, które jak doskonale wiemy ukryte są w roślinach. Warto o tym pamiętać, byśmy się kiedyś nie wstydzili przed naszymi dziećmi, ich dziećmi i dziećmi ich dzieci. Kiedy patrzę na negatywne zmiany, wchodzę w jakiś taki niekontrolowany patetyzm, który bardzo mnie uwiera a jednocześnie wydaje się być za mały na to co się dzieje.