blog.

Płomyk nadziei

Myślę, że łatwo pisać o zniszczeniu przyrody, łatwo wytykać popełniane błędy, złe zarządzanie środowiskiem. Pisanie takie jednak nieświadomym nie pomoże, a świadomych doprowadza przynajmniej do migreny, jeśli nie do poważnego wkuropatwienia. Pisanie o rzeczach dobrych nie cieszy się takim zainteresowaniem, stąd media ociekają krwią i złością. Kiedyś pan z angielskiej telewizji tłumaczył nam, że ma być wszystko na B, wtedy się sprzeda (np.: bed, bitch, blood, battle, burglary). Może i tak jest, ale nie o sprzedaż jednak chodzi, a o radość, o cierpliwość i oczekiwanie.

Już chyba ponad 20 lat temu budowaliśmy małą wieżę widokową. Taką do prowadzenia obserwacji i badań przyrodniczych. Powiesiłem wtedy w jej wnętrzu budkę dla płomykówek. Trochę nie wierzyłem, że się uda, bo daleko od zabudowań, daleko od powszechnie przyjętego myślenia o lęgach płomykówek w naszym kraju. W Anglii stawia się od dawna budki pośród pól i łąk, daleko od ludzi i dość nisko. Tam gnieżdżą się chętnie płomykówki. Stąd też był pomysł, że się może uda. To już trzeci sezon z płomykówkami. Znów jest lęg! To wielka radość, że pozornie małe działanie wiele lat temu daje wymierny efekt w ochronie ptaków. Mało tego, płomykówka w zamian (choć o tym nie wie) daje nam wypluwki pełne czaszek gryzoni, dzięki którym dowiadujemy się, kto mieszka w dolinie Łachy. Na szczęście nie nosi czaszek z cmentarza, ale o gryzoniach i owadożernych wiemy coraz więcej.

Trzeba mieć jednak trochę cierpliwości i zostawić przyrodzie trochę czasu i przestrzeni, by się zadziało. Takie procesy pokazują również, że można łączyć rozwój ludzi z poszanowaniem przyrody. Ta dzika wymaga tylko zachowania siedlisk i miejsc lęgowych. Jednak w tym „tylko” mieści się ogromna praca, decyzje, działania, współpraca i wizja tego, co ma się zdarzyć za czas jakiś. Jeszcze potrzebna jest wiedza i próbowanie różnych rozwiązań.

Dolina Łachy to już ponad 30 lat ciągłego projektu, który właśnie teraz przynosi tak zwane efekty ekologiczne. Renaturyzacja siedlisk, żerowisk i zachowana przestrzeń to absolutne minimum do ciągłości i trwania przyrody w miejscu. Jedyne, co mnie dziwi, to upływ czasu. Pierwsze działania robiłem tydzień temu, a to już czwarta dekada.

Niech ta płomykówka będzie promyczkiem nadziei, że można, że trzeba, że warto, że mimo wszystko, że to dla następnych pokoleń.

Udostępnij:
Przejdź do treści