Ten to dobry żółw
Ostatnio pisałem o złym żółwiu, który jak stonka z Ameryki na kartofli, panoszy nam się w zbiornikach. Obcy! W naszym kraju, również dzięki wysiłkom wielu ludzi, ciągle jeszcze można obserwować naszego, tego dobrego żółwia – a mowa oczywiście o żółwiu błotnym.
Wszędzie nie jest zbyt liczny, choć wyraźnie liczniejszy jest we wschodniej Polsce, gdzieś tam, powiedzmy, w okolicach Chełma czy Włodawy. Mamy do czynienia z dwiema liniami genetycznymi: wschodnią i zachodnią. Te zachodnie były narażone na zapędy gastronomiczne Germanów, którzy ponoć zajadali się zupą żółwiową. Obecnie mamy populacje wyspowe, izolowane i mało liczne. Ciągle wymagają ochrony i pomocy. Gatunki obce wcale nie pomagają w zachowaniu naszych rodzimych.
Jednak najważniejsza jest woda: sieć mulistych zbiorników wodnych, w których żółwie mogą przebywać przez większość swego życia, oraz znajdujące się gdzieś w pobliżu ciepłe kserotermy, gdzie będą mogły składać jaja. Dobrze by było, gdyby zagęszczenia lisów, szopów, jenotów i pewnie też innych drapieżników nie były tam zbyt duże. Warto wspomnieć, że rozrzucanie szczepionki przeciw wściekliźnie – chorobie zwalczanej z urzędu – raczej przyczynia się do większych zagęszczeń. No ale nie mnie dyskutować nad zasadnością tych działań. Piloci, z którymi fruwam czasem na zdjęcia, raczej chwalili ten zabieg, bo mogli zarobić na swój aeroklub, ale gdy pojawiły się prywatne samoloty, w wielu przypadkach stracili i to „wściekłe” wsparcie.
Jak widać, taki żółw potrzebuje odpowiedniej mozaiki siedlisk i czegoś, czego i nam, ludziom, potrzeba – czystego środowiska. Pamiętacie cytowany nieraz przeze mnie tekst z Seksmisji o bocianie? „Jesteśmy uratowani […], bocian!, jak on żyje, to znaczy, że my też możemy!”. Podobnie można by powiedzieć o żółwiu. Owszem, on żyje, ale populacja nie bardzo rośnie – to znaczy, że my też możemy, ale szału nie ma. Cena za rozwój jest ogromna, choć najedzeni i w ciepełku nie dostrzegamy tak łatwo zmian, które pędzą jak maszyny z Mad Maxa – jadą, choć brak wkoło zieleni, tylko pustynia i pył. A my trochę siedzimy w pojeździe z innego filmu, np. w Sokole Millennium, i przez szybkę nie zawsze widzimy prawdę lub jej widzieć nie chcemy. Warto przetrzeć szybkę jak mawia autorka książki „Higiena Myśli” Jagoda Inglik.
Żółw jest doskonałym symbolem zmian, symbolem biedy zamienionej w nasz luksus, bo zdaje się, że nigdy Polska nie była tak bogata jak teraz, choć i tak wszyscy narzekamy. Żółw, ten nasz dobry, mógłby być sztandarowym gatunkiem w przywracaniu nam, ludziom, zdrowego poziomu życia. Jak on będzie żył, to my też będziemy mogli żyć lepiej. Na pewno chyba.