blog.

Jak kamień

Szara jesień, zima, a nawet wczesna wiosna są dla szarego szaraka doskonałym kamuflażem do takiego nieco tajniackiego życia. Sucha roślinność, krzewy i liście to siatka maskująca dla zajęcy. Gdy robi się zielono, soczyście zielono, to też trzeba sobie jakoś poradzić. Trzeba być jak głaz – taki piękny głaz!

Na miedzach, jeśli się jeszcze zachowały, szare kamienie, najlepiej otoczaki, pchane niegdyś lodowcem, stają się dobrym anturażem do bycia tajniakiem zającem. Ostatnio oglądam właśnie takie kamienne zające. Zając, zwany gdzieniegdzie filipem (pamiętamy, że uciekał z konopi), radzi sobie na polach i nieźle się chowa.

Jest jednak taki czas, kiedy o chowaniu nie myśli. Czas rozrodu! Wtedy liczy na swoje potężne nogi i możliwość ucieczki. Jednak mizdrzenie się do partnerki wymaga pokazania się – jak auta przed kościołem. Wtedy jest nówka, nieśmigany zwierz i widać go pięknie.

Gdy byłem w ósmej klasie i wracałem późno ze szkoły, na pegeerowskim polu oglądałem magię parkotów. Na 70 hektarach doliczyłem się 42 zajęcy. Całe pole poruszało się skocznie, czasem biegło, a czasem przysiadało i strzygło uszami. Taki widok już nigdy mi się nie powtórzył. Potem była pustka, a w ostatnich kilku latach zaczynam widzieć je regularnie. Może uda im się trwać w tym moim śródpolnym krajobrazie. Cieszy, że w naszych społecznych rezerwatach przyrody mają trochę spokoju, trochę ekologicznego pożywienia i szarych badyli.

Choć kamień z fotografii zanurzył się w kukurydzy, jeszcze przed opryskiem chwastów. Kicaj, głazie, kicaj!

Udostępnij:
Przejdź do treści