blog.

Gil na lato

Kojarzą nam się z zimą i często są traktowane jako goście! Ten skrót myślowy wynika często jednak z wiersza Wandy Chotomskiej „Gile”. Być może pamiętacie – to ważny element w polskiej edukacji przyrodniczej, choć szkoda, że ktoś potem nie napisał reszty… Owszem, mamy trochę gili zimą, takich koczujących, szukających nasion czy owoców, ale mamy też gile lęgowe. To co oczywiste dla przyrodników, nie jest jednak powszechnie znane. Nie jest to zbyt częsty ptak – częściej spotkamy go tam, gdzie rosną świerki. Nie ma też z niego jakiegoś wirtuoza, bo z takim dziobem słowikiem nie będziesz.

Ja jednak lubię jego fletowe, urywane melancholie, które są tak klimatyczne i zatrzymujące, że ciężko się nie zasłuchać. Bliżej im do Bacha niż do Mozarta. Choć słuchając, można się doszukać Claude’a Debussy’ego i jego słynnego Preludium do „Popołudnia Fauna” – oczywiście to subiektywne wrażenie. Myślę jednak, że gil z tym swoim dziobem ma taki jakby flet boczny i wtedy jakoś się zgrywa to porównanie.

Ten z fotografii zajęty był zbieraniem pokarmu na wierzbie i noszeniem go do gniazda. Tam i z powrotem, tam i z powrotem. Zanim dziób był zapakowany, to traktował dolinkę flecikiem, bocznym flecikiem i fruuu, a wcześniej piu, piu. Są lęgowe, warto o tym pamiętać.

 

 

Udostępnij:
Przejdź do treści