blog.

Utopione w różu

Czosnkowy zapach na zalewowej łące? To nieoczywiste połączenie zapachów, zwłaszcza że gdzieś tam po skoszeniu łąki wystrzeliły i czosnki, i selernice. I to nie te odrzańskie, znane. Tylko gdzieś tam na skraju, na łące, przypadkowy obrazek przed nocą. Ciepło zachodzącego słońca podgrzewało jeden, jedyny bukiet czosnku i rozmywało jego zapach przez sitowie i odrastające wierzby śląskie. Gdy błoto miesza się z czosnkiem i miętą, dla jednych będzie to odpychające, inni ugrzęzną w tym po uszy, po nos, po noc. Cicha, delikatna mgiełka odchodzi na zawsze w noc. Jakby chciała się pożegnać i oddać swoją delikatność pasącym się opodal jeleniom, których zapach piżma zaczyna już nabierać ostrości. Ulotność wieczoru trwa. Niesiona przez przechodzące tu czasem sarny, wałęsające się w bagienku kszyki i w kruczeniu kruków nad trzciną. A słońce żegnało się z dniem, głaskało go po czuprynie trzcinowych wiech i zamykało czosnek jak królewnę w wieży na długie godziny nocy. Wszystko, co najważniejsze, jest w przyrodzie. Czasem nawet nie trzeba odrywać się od łąki. To nic, że idzie noc, że ciemność ogranie wszystko, skoro i tak się obudzi, bo kręci się świat w kółko, czy nam się to podoba, czy nie. Zapach jedynie rozmyje się w innym zapachu i znów trzeba czekać, aż wróci.

Udostępnij:
Przejdź do treści