blog.

Planeta zapylaczy

Jeśli czytaliście Małego Księcia, to doskonale pamiętacie podróż przez różne planety. Jest u nas taka planeta o nazwie przegorzan kulisty, która to planeta została zawleczona gdzieś tam z Azji Zachodniej do naszych ogrodów. Można się jej czepiać, że obca, że zawleczona, że nie nasza. Wszystko to prawda, ale prawdą jest także fakt, że jest bardzo miododajna.

Te małe niebieskie planety odwiedzają przeróżne stwory. Wszyscy lecą tu do delikatnie słodkiego zapachu, który kryje się gdzieś tam na dnie pojedynczych kraterów kwiatów. Kolorowi specjaliści dostają się do ich wnętrz różnymi trąbkami, ssawkami, języczkami i kto czym może, sięga do nektaru.

Dziś na przegorzanach pasła się krasopani hera – motyl, który idzie do nas z południa i być może dotrze kiedyś do doliny Łachy. Na planetach przegorzanów żerują pszczoły, smukwy kosmate, osy, koniki i kruszczyce złotawki. Jednak szczególnie upodobały sobie ten kosmos łanochy pobrzęcze. Tarzają się w wulkanach kwiatów, zapylają kwiaty i siebie nawzajem, i cieszą się chwilą na planecie zapylaczy.

Planeta może i obca, ale ile tam dobrego leje się z wulkanów, ile żyjów może czuć się jak w gastronomicznym SPA! My możemy tylko patrzeć i marzyć – na naszej planecie takich wulkanów zdaje się nie ma.

Udostępnij:
Przejdź do treści