Przed odlotem
Ostatni tydzień u moich bocianów obfitował w wiele zwrotów akcji. Młode już poleciały, choć jedno z nich zniknęło o wiele szybciej i nie mam pojęcia, czy leci do Afryki, czy może stało się ofiarą zaglądającego do nich coraz częściej bielika. Kilka dni temu odleciały pozostałe dwa młode i być może dołączyły do ogromnego stada bocianów, które nocowało i żerowało w piątek pod Trzebnicą. Doliczyłem się ponad stu ptaków, ale nie miałem dostępu do znacznej części zajmowanej przez nie powierzchni. Od soboty młodych na pewno już nie ma. Dorosłe jednak pojawiały się tu, choć nie na noc. Wczoraj były dwa, ale nocowały na osobnych słupach. Dziś pojawiły się równocześnie na pierwotnym gnieździe. Obrączkowany samiec, cały czas ten sam, wrócił na gniazdo przy drodze, samica (być może to ciągle ta sama samica, ale ptak nieoznakowany) nocuje na gnieździe głównym. Zaczynamy odliczanie. Teraz każdy dzień będzie tym ostatnim przed odlotem, a potem nagle nie wrócą już na nocleg i polecą w swoją coroczną podróż do Afryki. W takiej sytuacji zawsze pojawia się we mnie jakiś taki niepokój: czy dadzą radę, czy wrócą i czy w kolejnym roku dolina Łachy napełni się klekotaniem. Na razie patrzę przez okna i w każdym z nich widzę po jednym boćku. Czas przed odlotem to czas uzupełniania energii, czyszczenia piór i spokojnego żerowania. Trzymam kciuki za ich losy. A młode? Czytajcie obrączki u ptaków żerujących na polach i nocujących na suchych drzewach czy kościołach. Może poznamy lokalizację któregoś z nich. W końcu to ich pierwsza taka podróż. Kle Kle Kle