Ucieczka do jasności
O wczorajszym zaćmieniu napisano zapewne już wszystko, stąd nie będę się skupiał na fizyce zjawiska, ale raczej na metafizyce emocji. Oczekiwanie na nie zawsze sprawia, że wracają wspomnienia z podstawówki o tym, jak kapłani z Egiptu manipulowali społeczeństwem – mając wiedzę o tym, kiedy będzie zaćmienie, chwilę ciemności wykorzystywali do zastraszania ludzi i zbierania fruktów w różnej postaci. Gdy przyjrzymy się częstości tego zjawiska, a tym bardziej zaćmienia całkowitego, mechanizm wbijany do głowy na lekcjach historii wydaje się nieco tracić na sile ze względu na powtarzalność zdarzenia. Historia uczy później o tym wszystkim, co się wydarzało, ale nie zawsze zbieranie fruktów nazywa się po imieniu. Dziś osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą zaćmienie mają w każdym miesiącu, płacąc ZUS, PIT-5 i VAT-7. Działa to od Egiptu do teraz tak samo – tak by felachowie czasem nie odbili się od własnej pustyni.
Jednak sprawy magiczne zostawiam politykom, a sprawy docześnie piękne zostawiam sobie. Patrząc na magię zaćmienia, przewidywalność tego, co się wydarzy – z wyliczoną z dokładnością do metra, stopnia, koordynatów i marzeń poszczególnych obserwatorów – wydaje się niezmącalna, a zarazem pewna. Tu wkrada się statystyka: stojąc w nieplanowanym wcześniej miejscu, nagle przed tarczą Słońca, uciekając przed tarczą Księżyca, przemyka mała zdaje się Cessna 152 (założenie do celów opowiadania), jakby chciała uniknąć w życiu ciemności.
Ta ciemność, tak straszna dla ludzkości, prześladuje nas od zawsze. Mówimy „ciemna masa”, co również potem w statystyce ma swoje odbicie w choćby wyborach. Był nasz polski Joseph Conrad, który napisał Jądro ciemności o tym, co w Kongo malowali czarną farbą Belgowie. Była też Matka Teresa ze swoimi ciemnymi nocami i chyba strachem o to, co potem. Jest powiedzenie „ciemno to widzę”, co w sytuacji wojny na wschodzie nabiera nowego znaczenia. Jest w końcu ciemne piwo, które mimo wszystko cieszy się mniejszym powodzeniem niż jasne. I ten samolocik wybrał jasną stronę mocy, uciekając przed zbliżającym się trampem chwili. Pisząc to, wrócił mi jeszcze Tolkien ze swoim Mordorem/Ciemnym Krajem i pamiętam, że tak nazywaliśmy ciemne, niskie chmury w Cieśninie Drake’a.
Jeden mały aeroplan sprawił, że obserwacja fizycznie przewidywalnego zaćmienia pozwoliła na snucie myśli o uciekaniu od ciemności – od sytuacji, w których czasem sami nieświadomie nagle się znajdujemy i nie wszystkim wystarcza sił, by odlecieć. W sumie warto tym wszystkim tkwiącym w ciemności przypomnieć, a nawet pokazać, że podobnie jak Egipcjanom zasuwającym na roli, zawsze się rozjaśniało, a najedzeni hochsztaplerzy ciężko chorowali na niestrawność, refluks i przejedzenia.