Zamiast bombek
Spokojnie, z jakąś powolnością, do której nie przywykłem i w zasadzie, której nie znam, przechodzę ten czas. Odchodzi niespodziewana angina po edukacji w tłumie dzieci. Przychodzą za to myśli. Bombkowe. Patrzyłem na ziębę, która jak pastelowe bombki na choince umaiła mi jabłoń. Pospolita, zwykła i unikalna zarazem w swoim pięknie. Taka żywa bombka. Jednocześnie skojarzenie słowa bombka, zabrała mi trochę radości bo usłyszałem o kolejnej napaści rosji na Ukrainę. I znów lecą bomby. Kruchy ten świat jak życie zięby, która została na zimę. Odważna. Tyle, że jak się taka zięba uprze to i ostrą zimę przeżyje. Pewnie to doświadczony samiec i zna zimowe zwyczaje krogulców, trzyma się z dystansem pod gęstymi krzakami i tylko czasem wychodzi z ukrycia. Doskonale reaguje na alarmy sikor. Znika bez śladu. Trzymam za nią kciuki. W nagrodę będzie on pierwszy w rewirze. Coś za coś…