blog.

Wszystko w seledynach

Wieje ciepły wiatr, sosny niczym Etna zasypują wszystko swoim seledynowym popiołem. Świat utopiony w seledynach, czeka na deszcz. Lubiący myć okna zaklinają siarczyście pod nosem. Młody puszczyk uśpiony dniem czeka w seledynach na otchłań czarnej nocy. W dzień siedzi w seledynach wielkiego platana. Przez wąskie szpary w oczach kontroluje cały swój nadrzewny świat. Reaguje na odgłosy samochodów, na kroki ludzi. Kompletnie nie przejmuje się jerzykami, które gwiżdżą na wszystko nad rozległym platanem. Popołudnie utopione w seledynowej poświacie tańczy na delikatnym wietrze. On zastygł w swej samotności, w oczekiwaniu na wieczorne karmienie. Dzień ciągnie się niemiłosiernie długo, trwa. Trudno się doczekać chwili, w której krzyknie na głos do swoich rodziców i nakarmi się mysimi balgami, które jego prawowici tak skrzętnie przynoszą dla swoich puszystych dzieci. Ten mały wyglądał jakby musiał spaść z nieba w objęcia tego matuzalema. Gdzieś tam w uszach zabrzmiała mi piosenka Glena Hansarda i Markety Irglovej z filmu „Once” – „Fallen from the sky”. Spadł mi z nieba, no może w innym znaczeniu niż w piosence.

Przy okazji warto dodać, że te małe puszczyki, które znajdujemy teraz na ziemi nie są samotne! Wystarczy posadzić je na gałęzi najbliższego drzewa tak by były bezpieczne i wieczorem ich sowi świat wróci do porządku. Odwożenie piskląt, które dość szybko latają zanim jeszcze będą w pełni upierzone, do schronisk jest zabieraniem ich z ich rodzinnych rewirów i poprawianiem ewolucji. Dziś w Brzegu Dolnym dzięki szybkiej interwencji osób z Urzędu Miasta maluch wrócił na drzewo. Proste i skuteczne rozwiązanie. Polecam.

Seledyn to taki żółty zielony, czy jakoś tak.

 

Udostępnij:
Skip to content