blog.

O odchodzeniu

Przemijanie pokoleń, zmiana warty, zmiana jako następstwo ewolucji. To generalnie czas, sposób na jego pojmowanie, rozumienie i uczestniczenie w przemijających chwilach, dniach i latach. Nasze życie najczęściej liczymy właśnie w latach i jeśli procesy odchodzenie wynikają ze starości, chorób naturalnych i zdarzeń losowych, to trudno się tu do czegoś przyczepić. Odejście jest sprawą oczywistą. Nasze życie jest procesem nie do zatrzymania. Czasem ślimaczy się z dnia na dzień, czasem pędzi z minuty na minutę i nagle stop, i nagle to już koniec. Pojmuję to jako rzecz zupełnie naturalną. Jeśli uda się zostawić po sobie duszę zaklętą w DNA to sympatycznie, jeśli nie, to też nic się nie dzieje. Możliwość rekombinacji genów jest tak wielka, że przy naszej, ogromnej populacji ludzkiej o różnorodność następnych pokoleń jakoś się nie martwię. Owszem martwi mnie otoczenie, w którym żyć mają Ci co się rodzą, urodzą i przyjdą. Czas stabilności ucieka bezpowrotnie, a dziejące się zmiany powinny uruchomić więcej refleksji  myślenia, by odchodzący nie musieli odchodzić z poczuciem niespełnionej odpowiedzialności o tych co idą. Wydaje się, że im mądrzejsze społeczeństwo, tym więcej zrozumienia a mniej lamentów nad odchodzącymi. Gdy jako dziecko chodziłem na pogrzeby sąsiadów, jeszcze latach 70. I 80. Tego często udawanego lamentu, teatru, gry nad trumną było więcej. Z drugiej strony kontakt ze śmiercią został ograniczony do chwili nad otwartą trumną i to mnie jakoś zatrzymuje. Czas wydaje się być nagrodą w loterii ewolucji i bycie żywym jest właśnie wygraną, która wcale nie musi być wieczna. Raczej przeraża mnie przedłużanie życia w nieskończoność, nie dając w zamian komfortu tego życia. Tabletki owszem przeciągają ten moment, ale nie oznaczają wcale jakości życia na stare lata. Tyle w kwestii naturalnych procesów. To rozumiem i jestem przygotowany. Zawsze gorzej mają ci, którzy pozostają i rozpatrują odejście jako stratę. Im większa strata, tym dłuższa i być może cięższa żałoba, która jest tak ważna w naszym życiu żyjących. Gorzej jednak, gdy starsi panowie, których znamy z historii i których znamy z teraźniejszości w imię własnych chorych ambicji i wszelkich chorób związanych z ich głowami wysyłają młodych, potem nieco starszych i czasem starych chłopców na śmierć w imię swych ideologicznych przekonań, niepokrytych ani faktami, ani niczym rozsądnym. To, że odchodzą właśnie dziś, teraz, ludzie w Palestynie, Izraelu, Ukrainie, w Afryce i wszędzie tam gdzie rządza władzy, autokratyzm i to, że ktoś „wie lepiej” jest przerażające w wydaje się nowoczesnym, pełnym wiedzy społeczeństwie. To odchodzenie nie mieści się w racjonalnym podejściu do śmierci. Jeśli jakakolwiek grupa(ka) ludzi pomyśli sobie tylko, że jest trochę lepsza od innej grupy(ki), zazwyczaj takie myślenie kończy się odchodzeniem kompletnie różnym od spokojnej codzienności. Dla mnie 1 listopada jest dniem innym niż wszystkie. Cieszę się, że koleżanka ze sklepu odzieżowego miała żniwa w ostatnim tygodniu, cieszę się, że jest powód do spotkania tych, których być może widzimy ostatni raz. Cieszę się, że moja prywatna historia zaczęła się właśnie w tym dniu o godzinie 19 00. I cieszę się, że mogę ciągle widzieć i słyszeć. Cieszę się, że patrząc na tysiące grzybków, widzę w nich sens. Sens bycia i odchodzenia. Sens następstwa pokoleń i otwartość na zmiany. Udział grzybów w przemijaniu jest ogromny, a ich obserwowanie pozwala na refleksje nad zmianami i naszych ciał. I choć to tylko owocniki ukrytych organizmów, to są jakby przyśpieszonym filmem z naszego życia. Od pojawiania się do zanikania, zmarszczek i rozkładu. W kolejnym sezonie, może trochę inne, nie te same, ale z tych samych genetycznych linii znów się pojawiają. Chyba nie ma nic bardziej optymistycznego od następstwa organizmów w kolejnych pokoleniach. Zmiany mają sens, ogromny!

 

A!

Do posłuchania na dziś, coś o czym nie raz już pisałem – SIGNES – Rene Aubry, jeśli tylko muzyka, a jeśli obraz to oczywiście z wizją tańca Carolyn Carlson…Jest na platformach znanych w sieci.

Udostępnij:
Skip to content