blog.

Krajobraz przyziemny

Widziałem jak nornica poszła gdzieś pod stary pieniek świerka. Gdzieś w zmurszały świat korzeni i nigdy niedostępnych jam. Wiatr nad omszonymi górami stołowymi pni szalał zacinając deszczem. Wokół dużo ściętych drzew, pobojowisko. Powykręcane rzeźby gałęzi. Powyżej trzydziestu centymetrów nad ziemią nic wartego uwagi dla oczu. Za to niżej, tam gdzie mchy szukają dla siebie oparcia, żywa natura przylaszczek. Zaklęte w bezruchu zbierają ciepło w panelu fotowoltaicznym ze starych liści. Czarnych od grzybów. Pokręcone ostatnim zimnem, ostatniego tygodnia, chciałby być baletnicami z Jeziora Łabędziego Piotra Czajkowskiego, ale wyglądają bardziej na ogarnięte tańcem współczesnym w przedstawieniu Piny Bausch. Ich kryzy z płatków dalekie od dawnych ideałów, tkwiły na owłosionych szyjach delikatnych szypułek. Efemeryczne, jakby za chwilę miały się położyć pod ciężarem znamion i pręcików. A jednak stoją. Czekają na słońce, nie czekają na sarny, które mimo trucizny regularnie przychodzą skubać nowalijki. Jeszcze ich mało, pierwsze początki, pierwsze próby, pierwsze zachwyty obserwatora. Przylaszczki pospolite, choć nie takie pospolite w ciepłych, niżowych krajach Dolnego Śląska.

Udostępnij:
Skip to content